40 lat minęło …

40 lat minęło …
Klik klik:

40 lat minęło

Czterdziestka jak i każda okrągła rocznica, sylwester i tym podobne, to czas rozliczeń, podsumowań, porównań i wniosków na kolejne lata.

W pracy znajomi wyśpiewali mi refren z czterdziestolatka. Słyszę tę melodię, ale nie trafia do mnie. Cholera, czy to już moja pora? Wywołuję z pamięci tytułowego, ekranowego jegomościa z wąsem, poważnego inżyniera z dwójką nastoletnich dzieciaków z żoną. To przecież zupełnie inny przypadek. To nie to, co widzę w lustrze i nie to, co czuję w środku.

Tydzień temu spacerując po peronie, zakreślałem na nim znaki nieskończoności, wytracając czas oczekiwania na kolejkę, która zawiezie mnie do domu. Podobne miejsca i okoliczności przywołują wspomnienia z przeszłości. Smak dojrzewającego, nieporadnego życie nastolatka. W głowie wracają wspomnienia sprzed dwudziestu dwóch lat. Klasa maturalna, przystanek, oczekiwanie na autobus do domu po kolejnym dniu szkoły, gdy wychodziłem z klasy najbardziej dziarskim i długim krokiem, przed wszystkimi. Po to, by uniknąć rozmów po szkole.

Unikałem ich, bo wspólny powrót autobusem do domu oznaczał konieczność rozmowy. Obowiązkowe układanie zdań, prowadzenia dialogu, o którym nie miałem zielonego pojęcia. Budowanie narracji, dzielenie się i odnoszenie do historii własnej w okolicznościach niepewności i niedopowiedzenia. W tamtym czasie rozmowy budziły we mnie strach. Czym większy, tym głębsza dziura w głowie. Czym większa wyrwa, tym bardziej prawdopodobne jąkanie się. Dzisiaj te niestrawności językowe mam już za sobą, ale nadal lepiej leży mi monolog, niż dbałość o utrzymanie płynnej rozmowy.

Teraz

Spacer po peronie napełnia mnie spokojem i sentymentem za minionymi czasami. Nawet kaliber dawnych problemów i ich ówczesna świeżość wydają się, na swój sposób, kojące. To nie to samo, co te obecne. Czuję, że (nareszcie) dorosłem do tego co wydarzyło się te dwadzieścia dwa lata temu. Teraz.

Jednak nie potrafię skleić w całość, tego co mam w swojej pamięci i wyobrażeniach na swój temat oraz siebie, którego obserwuję obecnie. Czy to powszechne? Czy emocjonalna dojrzałość potrafi kiedykolwiek dogonić wiek, ten fizyczny? Czy u Ciebie jest podobnie?

Z nadzieją, że proces sklejenia uda mi się przyspieszyć, a może i zamknąć w jednej zegarowej godzinie, zorganizowaliśmy z Sonią pokaz teleturnieju z TVNu – Trafiony Zatopiony. Tak, brałem w tym udział. Oglądamy finał. Akcja w sam raz na urodziny czterdziestolatka. Ubaw, śmiech, zabawa, to się udało. Patrzę w telewizor i widzę jak chowam się przed mikrofonem. Słucham siebie i liczę swoje nie wiem, które poprzedza pokrętną i niepełną odpowiedź. Obserwuję reakcję widzów i nie potrafię pojąć, jak można docenić nieśmiałego naturszczyka i introwertyka? Dla mnie to nadal niepojęte.

Z biegiem czasu

… i ilością zagubionych włosów wiele spraw się przewartościowuje. Atrakcyjność fizyczna staje się drugorzędna, zdolności językowe ulegają poprawie, wstyd na przystanku zamienia się w spokojne wyczekiwanie.

W klasie maturalnej zdałem egzamin dojrzałości, ale nie wiem, co było sprawdzane? Jak rozumieć dojrzałość? Czy to dostrzeżenie istoty rzeczy, zrozumienie jej i rozliczenie? Może wyrównanie jakości wnętrza do wieku skorupy? Psyche do fizis? Pogodzenie się z taką, a nie inną naturą? Z przewagą zdań rozpoczynających się od dlaczego i wiecznym deficytem odpowiedzi. Cześć, mam na imię Marcin, mam czterdzieści lat i jestem … nie wiem.

Tak, jestem pewien, że zdecydowanie częściej nie wiem, niż cokolwiek wiem, na pewno.

 

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:



Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram