Dom – AKT VI – Act, nie akt

Dom – AKT VI – Act, nie akt
Klik klik:

 

Wszystkie akty znajdziecie właśnie >> tutaj << 

Namaszczenie

Przed trzecią randką, starannie i gruntownie namaściłem rodziców, których postanowiliśmy zabrać z nami. Przed wyjazdem, pierwszy raz w życiu poprowadziłem prawdziwie żołnierską odprawę.  Byłem z siebie dumny i wyjątkowo zadowolony. Każdy musi przecież znać swoje miejsce w szeregu lub jeśli taka jego wola, na czele drużyny, to jest poza nim.

Nakreśliłem strategię

Przykazałem iż, zadaniem zgromadzonych frontem przede mną żołnierzy jest dociekliwe, namolne, nieskrępowane, na granicy dobrego smaku i poza granicami dobrego wychowania wypatrywanie, dopytywanie, pogłębianie, szperanie, obserwowanie, wyłapywanie wszystkiego, co może zagrażać idei bezpiecznego przejęcia nieruchomości. Napomniałem jednocześnie seniorom, by wiedzieli, że cena transakcji została ustalona, więc wszelkie mankamenty willi albo weźmiemy na klatę, albo zostawimy na klacie właścicieli.

Nakreśliłem portret wroga

Wybrzmiała obowiązkowa i emocjonalna tyrada o innej, nadludzkiej grupie społecznej. Przedstawiłem zgromadzonym kwiat polskiej elity, snułem opowieść o inteligenckiej klasie, o plastykach i artystach. O potrójnej sile rażenia w jednym nadgryzionym zębem czasu leciwym ciele.  O właścicielce, aktorce, malarce, tancerce, muzyku, która zechciała nas z czystej dobroci serca przyjąć na krótkiej audiencji.

Odkopałem nasze korzenie

Przypomniałem, że nasza wiejska prostolinijna dusza nie należy do najszlachetniejszych i tym samym właściwe będzie słuchanie, a nie zażyły angaż w salonowe dysputy o subtelnościach, kwintesencjach, definicjach zaklętych w abstrakcji, czystych jak łza intencjach, których najpewniej nie dostrzeże nasze liche oko.

Tata, o którego reakcje bałem się najbardziej, tytułowy przecinak, mistrz ciętej riposty i żarliwy propagator sprośnych żartów w nowopoznanym towarzystwie przyjął moje słowa z lakonicznym „dobra”, ale widziałem że rozumie mnie bardziej niż zwykle i zrobi wszystko by spełnić tą trudną misję.

Godzina zero

Podjechaliśmy w piątkę, wysiedliśmy, w sam raz na czas. Przywitaliśmy się grzecznie, Po ujawnieniu swych imion, tata, bez ceregieli czy zbytecznych ornamentów słownych zdradził treść naszej strategii, a zatem, iż ma się zachowywać subtelnie i jak na człowieka z lepszego domu przystało. Wie, iż cena została już ustalona, ale bez względu na to, zamierza dociekać i wściubić nosa we wszystko co tylko posiada dziurkę. No, przepraszam, prawie wszystko… No nic, skoro „szkłem dupy nie wytrzesz” jak zwykł ostatnio mawiać to i trzeba robić swoje.

To już problem sprzedających, że nie rozumieją małopolskich subtelności. Gospodarze wykazali niemałe, skwapliwie ukrywane zdziwienie, które próbowali wymazać drobnym i niepewnym uśmiechem, a potem gestem ręki znanym w polskich zwyczajach, zaprosili nas do oglądania.

Wszystkie kąty i pies śpiący

Zaczęliśmy od ogrodu, potem ruszyliśmy do środka. Wycieczka samoistnie podzieliła się na trzy dorosłe dwójki. My z Sonią, mama obok z gospodynią i tata z właścicielem, jak się okazało mający ze sobą co nieco wspólnego, a konkretnie imię – Wiesław. Orszak zamykali imiennicy w atmosferze trudnych pytań i krętych odpowiedzi.

W nas na nowo kiełkowała miłość. Utracona wcześniej nadzieja pojawiała się na nowo niczym skroplone opary absurdu ponad łzami i potem przelanym w czasie oględzin stołecznych blokowisk. Każde pomieszczenie zajadle ujadało, by je głaskać za uchem, by już nie przestawać. Wygładzić zatroskane i leciwe framugi, zaszpachlować i obmalować ściany i zostać tu i już nigdy stąd nie odchodzić, ale nie było rady, z bólem serca i coraz radośniejszym sercem obeszliśmy całą zagrodę.

Wiesiek właściciel zapytał nas, czy zamierzamy kupić ten dom, bo oni biedni stoją na niczym, to jest nic nie wiedzą od miss agent. Rzekliśmy tak i owszem. Skłamałem, że jak tylko za dwa dni dostaniemy odpowiedź z banku o przyznanym kredycie, to do nich dzwonię i dogadujemy szczegóły. To miał być czas dla nas na myślenie i decyzję, ale w czasie spotkania wiedziałem już, że nie ma o czym myśleć.

Słowo po spotkaniu

W czasie drogi powrotnej pytam rodziców co sądzą. Ojciec uważa, że będzie sporo pracy z równaniem poziomów na dolnym piętrze. Chodzi o jakieś dwa centymetry czyli piana na dwa palce. Mama mówi wprost – Nie chciałabym tego domu, bo za dużo sprzątania.

Czujemy się jak bohaterowie z reklam banku ING. Nasze pomysły, idee. Wyzwoliciele nieskrępowanych marzeń. Wiatr zmian w oczy, a my sterczymy niczym przerośnięci radzieccy bohaterowie drugiej wojny na pomnikach w centrum miasta.

W domu raz jeszcze wszystko skrupulatnie policzyliśmy. Dwa dni później zadzwoniłem do właścicielki z dobrą nowiną. Odegrała rolę zaskoczonej, choć jakby i pogodzoną z taką informacją. Od kiedy ją poznaliśmy, czułem, że może mieć jakieś magiczne moce skrywane w wełnianej skarpecie.

W ciągu kilku godzin po rozmowie uzgodniliśmy termin podpisania umowy przedwstępnej. W tak zwanym międzyczasie podpisałem ofertę kredytową w banku. Umowę przedwstępną podpisaliśmy trzy dni później. Z pewną rezerwą podszedłem do bardzo krótkiego czasu na sporządzenie aktu notarialnego, ale strona sprzedająca zapewniała, że dokumenty już posiadają, więc nie ma żadnych przeszkód, by je przekazać notariuszowi. Cudownie, byliśmy prawie w domu!

Akt notarialny

Notariusza wybrałem z rekomendacji rodziców. Dzień wcześniej otrzymałem zapisu umowy notarialnej, fakt dziesięciokrotnie zwielokrotnionej kwoty, którą miałem wpłacić gotówką przy podpisaniu dokumentu podniósł mi ciśnienie, ale udało się je opanować. Pomyłka to błąd agentki, otrzymuje za niego mailowe przeprosiny. Ruszamy na godzinę dwunastą do notariusza.

Na miejscu jest już miss agent, chwile później docierają właściciele. Zaczynamy wałkować zapisy umowy, notariusz wyraża zaniepokojenie nieuregulowanym stanem prawnym działek. Problem bagatelizuje miss agent – To niedopatrzenie gminy – mówi. Notariusz pyta, czy nie boimy się podpisać takiego aktu. Ja w pierwszym odruchu mówię, że nie, ale potem zaczyna mnie oblewać pot i nie wiem czy to upał za oknem czy strach. Właściciele broniąc się atakują, zarzucają notariusz błędy w dokumencie. Zaczyna się rwetes. Atmosfera wzajemnego zaufania zaczyna zatruwać powietrze, które gęstnieje z każdą sekundą.

Notariusz zarzuca miss agent, że ta namówiła ją do nieprzemyślanych działań i zbyt raptownych ruchów, a tu w skrócie syf w papierach.

Coraz bardziej strapiona notariusz, na którą patrzą wszystkie zgromadzone oczy w końcu wychodzi, by coś sprawdzić. Wykorzystując nadarzającą się okazję właściciele namawiają nas, byśmy odłożyli podpis na inny termin. Robię się blady, koniec świata czai się już za rogiem i nie dowierzam, jak to się mogło stać, że nawet tego nie zauważyłem?

Wchodzi notariusz, może słyszała naszą rozmowę i jakby jednym głosem rzecze, że ona nie podpisze z nami aktu, bo tu sprawa z działkami jest nieuregulowana, że wpierw trzeba zaktualizować księgę wieczystą o podział działek, a potem sporządzić i podpisać umowę. Tym pozytywnym akcentem kończymy spotkanie. Wychodzimy z pokoju, proponuję jeszcze rozmowę z właścicielką, ale ta krótko odpowiada – Ale o czym mamy porozmawiać, panie Marcinie? Fakt, nie było o czym.

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:


  • flare.com.pl

    Bardzo fajnie czytało się mi ten post. Będę zaglądać do Ciebie:)

    • Marcin

      Wielkie dzięki za ciepłe słowa, zapraszam tak często jak przyjdzie Ci ochota 🙂

  • Ela Sroka

    Niee, nie wierzę, że tak można nie-przygotować klientów a głównie obiekt transakcji do zawarcia umowy notarialnej !!;-( Proszę się na to nie godzić i postawić p.pośrednik „do pionu”!
    Zgromadzone i sprawdzone dokumenty do zawarcia umowy powinny być parę dni wcześniej przesłane do biura kancelarii notarialnej, po czym powinny być sprawdzone przez panie w biurze i skonsultowane z rejentem! Koszty notarialne są ustalane wcześniej z informacją agenta, że raz podana suma nie ma prawa być zmieniana at hoc przez notariusza, szczególnie w dniu aktu.
    W tej sytuacji macie Państwo dużo szczęścia, że o Wasz interes dba właśnie notariusz! Tą rolę powinna pełnić reprezentująca Was czy też drugą stronę transakcji pani hmm.. agent.
    Czekam na dalszą relację…;-)
    Pozdrawiam!;-)

    • Marcin

      No właśnie, wiele rzeczy być powinno, ale poza zlęknionymi kupującymi nikt się specjalnie nie przejmował prawidłowym przebiegiem transakcji. Wkrótce pojawi się kolejny epizod.

  • Allle bałagan… Dobrze,że pani notariusz obecna i przytomna…
    Trudno czasami tak bywa…
    pozdrawiam 🙂

    • Marcin

      Z drugiej strony, gdyby był porządek, to nie byłoby o czym pisać 😉

  • Pingback: DOM – AKT VII – Jak u notariusza nam nie wyszło()


Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram