DOM – AKT VII – Akcja notariusz i jak nam z nim nie wyszło

DOM – AKT VII – Akcja notariusz i jak nam z nim nie wyszło
Klik klik:

Poprzednia odsłona dostępna jest tutaj <<

Po wizycie u notariusza

Następnego dnia zadzwoniłem strapiony do właścicielki. Nie odebrała, odłożyłem telefon na biurku, a moje przygnębienie się wzmogło. Po godzinie oddzwoniła, zapytałem jak wrażliwiec drugiego wrażliwca o emocje po wczoraj. Odparła, że jest zdziwiona, ale dodała, że w jej życiu to jest tak, że wszystko co ważne było okupione ryzykiem i zawsze się opłaciło. Przyjąłem to za nieszczególnie szczerą radę i ustaliliśmy, że trzeba będzie się rozejrzeć za innym notariuszem.

Wiecie, słowo trzeba ma taką moc, że kiedy ktoś je wymawia, to wiadomo, że kieruje zakamuflowaną prośbę pod twoim adresem. To taka misja – zadanie, które trąci niczym prastare, zepsute jajo.

Skoro postanowione, to choć strapiony, zakasałem rękawy i zacząłem poszukiwania. Wuj Google wskazującym paluchem wyznaczył mokotowskich notariuszy, których ja, w roli ambitnej sekretarki pokornie obdzwoniłem. W trakcie powtarzalnego dialogu jąłem przedstawiać obficie i ze szczegółami swoim rozmówcom jak w konfesjonale, moje liczne niedopatrzenia i uchybienia. Niczym młode dziewczę wchodzące zbyt wolno w zawiły świat dorosłych. W rezultacie każdy na linii jął mi niczym wuj złota rada, dwuznaczne pokuty odprawiać.

Pierwsi

Jedni twierdzili, że mój dotychczasowy trud był wystarczający a i droga należyta, a zatem beztrosko już, mogłem sobie pozwolić na podpisanie aktu. W takich błogosławionych okolicznościach zadzwoniłem niezwłocznie do miss agent z doskonałą nowiną. Zaczęliśmy roztaczać kwieciste plany podpisania aktu przed weekendem. Koło południa, gdy wszystko było dograne i wydawało się, że nasze nadciśnienie tętnicze znalazło wreszcie nieckę zalewową, wszystko spaprali ci drudzy, nadgorliwcy.

Drudzy

Ci drudzy twierdzili bowiem [to ten gatunek uczciwszy, na wymarciu], iż zawiłości niniejszej sprawy polegają na powszechnej opieszałości starostw bądź urzędów miast, co w konsekwencji prowadzi do tego, że działki o użyteczności drogowej, a taką chcieliśmy bądź co bądź nabyć, choć stanowią własność sprzedającej, w dokumentacji Kartografii czy innych Urzędów, zgodnie z prawem z 1996 roku są własnością Skarbu Państwa. Orzech w mordę, Allechuja.

Rozgorączkowany do granic możliwości, syczący niczym parowar z rozgotowanymi niczym puree ziemniakami, dzwonię do miss agent. Konfrontuję ją z prawniczą rzeczywistością, spodziewam się zaskoczenia i przeprosin, próby rozwiązania tej niedorzecznej sytuacji, ale nie. Zapomnij. Śmiech. Słyszę śmiech i drwiny. Przecież pani w urzędzie jasno, czarno na białym napisała, kto jest właścicielem – mówi mi. Tłumaczę zatem, że kumam, owszem, ale to, że tak napisały nie stoi w sprzeczności z prawem z 1996 roku.

Jak na pata przystało, każdy skopany przez drugiego i zakotwiczony w swoim porcie oczekuje na błędny ruch przeciwnika. Z braku laku mogą być przeprosiny. Zacietrzewiony i znudzony postojem dodałem, że na złość tacie zbrukam gacie i nie podpiszę przed weekendem aktu! Na drugi dzień ponawiamy kontakt, uzgadniamy, w zgodzie z sugestią obdzwonionych notariuszy [rzadszego sortu], że aktualizujemy księgę wieczystą o dziwaczny podział na działkę drogową i mieszkalną i jeśli wszystko się uda i sąd tę działkę wpisze do Księgi Wieczystej, to dla nas – kupujących sprawa będzie dogadana, wyjaśniona i czysta jak łza dziewicy tygrysicy.

Błogosławiony weekend

Pozostała do dogadania tylko drobna kwestia aneksu do umowy przedwstępnej. Jest już piątek, zmęczony tą serią niepowodzeń wołam do nieba o odrobinę wytchnienia. Niebo słysząc moje błagalne momentalnie odpowiada. Dostaję pierwszy szkic dokumentu, który napisał ktoś na kacu po tygodniowej libacji lub zbój wyrafinowany do granic niemożliwości. Nieprecyzyjne sformułowania, dwuznaczne zwroty, brak scenariusza i konsekwencji dla przypadku zaistnienia negatywnego obrotu spraw w sądzie. Wysyłam do miss agent komentarze i sugestie i chcąc zapomnieć o tym całym pierdolniku wyjeżdżamy na weekend do rodziców.

Tak, zdążyli już sprzedać dom i przeprowadzić się pod Warszawę.

Opowiadamy im o całym bałaganie, oczy wychodzą im na wierzch, są przerażeni nie mniej niż my, ale dodają nam otuchy. Koło południa na maila przychodzi poprawka do aneksu od miss agent i bezpowrotnie psuje nam nadzieję na odrobinę spokoju w weekend.

Najdroższa zapisała, że jeśli sąd nie wpisze do Księgi Wieczystej działki drogowej, to my odstępujemy od przysługującego nam prawa zwrotu dwukrotności wpłaconego zadatku. Halo, do licha, przecież to nie my deklarowaliśmy, że jesteśmy właścicielem obu działek! Mało tego, szanowna miss agent w kolejnym  paragrafie podaje, że zwrot ten wypłaci Kupujący i przeleje na konto Kupującego! Tak, nie inaczej. Mieliśmy sobie sami przelać pieniądze i tym samym odstąpić od przysługującego prawa do zakupu nieruchomości, a kasa, którą wpłaciliśmy zapewne przelałaby sobie Sprzedająca na swoje drugie konto. Zacny pomysł.

Po głębokim jak Hańcza szoku, minęła i gorączka. Długo myśleliśmy nad rozwiązaniem i za każdym razem do głowy przychodziło nam coś innego i niedoskonałego. W niedzielę Sonia wyszła z łazienki i wyjęła beztrosko jak asa z rękawa sposób prosty i upiorny niczym krowi sik. Wydłużamy czas na zebranie wszystkich dokumentów przez stronę sprzedająca i tyle. Konsultujemy jeszcze wieczorem nasz wynaturzony przypadek z zaprzyjaźnionymi i zorientowanymi w tej dziedzinie osobami i utwierdzamy się w przekonaniu, że wina za brak finalizacji tej transakcji, choć po dłuższych rozprawach sądowych, spada najczęściej na stronę sprzedającą. Uff. Bomba. Koniec weekendu.

Aaaa jak Aneks

W poniedziałek, z nowymi siłami, rozpoczynamy kolejne podchody. Przekazuję informację miss agent, że zgadzamy się na wydłużenie czasu zebrania przez stronę sprzedającą dokumentów. Nic więcej, nic mniej. Na skutek tej informacji wymieniamy się zdaniami o prawdziwości percypowanej rzeczywistości i subiektywnych jej odcieniach. Szanowna mówi, że przecież wszystkie dokumenty przedłożyli, skoro znaleźli się notariusze, którzy chcieli podpisać akt.

Przypomniałem rozmówczyni, że to my wybieramy notariusza, a ten, którego naznaczyliśmy do tej roli, radzi inaczej. Skoro co do tego, choć z trudem, się zgodziliśmy, szanowna przypomniała, że musimy wydłużyć czas na wprowadzenie się do domu po podpisaniu aktu na równe trzy miesiące. Ah, zatarłem ręce w zachwycie, poczułem, że po tych naszych wszystkich niepowodzeniach, godzeniu się na warunki strony sprzedającej, po raz pierwszy możemy postawić na swoim. Istotnie, pierwotne ustalenia były takie jak wspominała miss agent, ale to jej ręce wybiły na klawiaturze, na obowiązującej na tamten czas umowie przedwstępnej, sztywną datę przekazania domu. A nam na rękę było je zachować.

No i się zaczęło. No przecież miało być inaczej, że jesteśmy nie fair, że tak nie można i że nie ma zgody. Impas trwał kilka godzin. Po czym zmieniliśmy datę o tydzień na rzecz sprzedającej, skracając czas na wprowadzenie się do nowego domu z trzech miesięcy do dwóch.

Dzień później od miss agent otrzymaliśmy potwierdzenie złożenia wniosku do sądu o aktualizację księgi wieczystej. Po tym pojechaliśmy podpisać aneks. Nastroje były wisielcze, a jedyną wesołą osobą w towarzystwie była Bianka. Tydzień później otrzymaliśmy aktualizację księgi wieczystej. Wszystko wydawało się układać. Tyle tylko, że trzeba było jeszcze zaktualizować umowę kredytową o zmiany w księdze wieczystej. Aby to zrobić, w pierwszej kolejności należało dograć zapisy aktu z notariusz.

Udany, jak zwykle, finał

Kiedy opowiedziałem o wydarzeniach naszej niedoszłej na tamten czas notariusz, ta zamiast ucieszyć się z biegu pozytywnych zdarzeń fuknęła, że przecież to nie tak ma być, że musi być inaczej i nie można tego tak zrobić, że ona nie zgodzi się podpisać takiego aktu! Ręce opadły mi poniżej kostek. Kiedy rozpoczynaliśmy kolejny weekend, ponownie zaczęliśmy szukać notariusza. Czułem, że dzień świstaka nie przestaje mnie dręczyć i nie byłoby w tym nic szczególnego, gdybym mógł być w tej sytuacji równie beztroski jak Bill Murray.

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:



Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram