Droga przez sen – usypianie dziecka

Droga przez sen – usypianie dziecka
Klik klik:

Usypianie dziecka – doświadczenia własne

Uczulam, to nie będzie wpis o najlepszej metodzie usypiania dziecka. To wpis o tym, jaką drogę przeszliśmy my, rodzice z Bianką. Gwoli ścisłości, nadal przechodzimy.

To historia o rodzicach, którzy raczej mniej, niż bardziej świadomie zdecydowali się na usypianie swojego pierwszego dziecka na rękach. To również historia o fizycznych ograniczeniach. Słabym bicepsie i o plecach nadwątlonych stałym wysiłkiem.

Wreszcie zrodzonej z własnych, rodzicielskich ograniczeń potrzebie zmiany. Jej wprowadzaniu z dbałością o dziecko, odkładaniem do łóżeczka, raz za razem aż do uśnięcia. Odkładaniem do łóżka z czułością i dbałością, by emocje i nastrój małej w jak najmniejszym stopniu na tej zmianie ucierpiały.

Usypianie dziecka – bilans pierwszych dni zmiany

Wczoraj ponownie usypialiśmy Biankę nową metodą. Czas na usypianie skróciło się do osiemnastu minut. Dzień wcześniej było to dwadzieścia sześć minut, a pierwszego dnia, z czytaniem, rozmowami, przy oświeconym świetle, trwało blisko godzinę. Czujemy się jak rodzice, których dziecko startuje w biegu po olimpijskie złote. Idzie jej doskonale. Cieszymy się z własnej roli, bo jak się chce, to Matka Polka i Polak potrafi. Mała coraz lepiej radzi sobie sama w łóżeczku. Za każdym razem tuż przed zaśnięciem powoli przekłada się w kąt i tam usypia.

Coraz mocniej kocham tego brzdąca, a każdorazowe odkładanie jej do łóżeczka daje mi powód, z jednej strony, do zadowolenia, bo wiem, że metoda działa, a mała robi postępy, ale z drugiej strony widzę, jak wiele ją to kosztuje. Łapię głębszy oddech, gdy wspominam czas, w którym po raz pierwszy kładliśmy małą na brzuchu, jej oburzenie i niezadowolenie. Właściwie nawet nie to, ale to co miało miejsce później – efekty. Bianka nie dosyć, że polubiła leżenie na brzuchu, to w tej pozycji czuła się zdecydowanie lepiej niż leżakując na plecach.

Morfeusz

Patrząc na nią, gdy z trudem radzi sobie z zaśnięciem, zdaję sobie sprawę, jaki jest nasz udział, rodziców. Patrzę na nią i szukam w jej ruchach, niezadowoleniu czy grymasach podpowiedzi. Co zrobić, by łatwiej było jej przez to przejść. Patrzę i wspominam z przyjemnością te wszystkie chwile, których obserwowałem małą odpływającą w objęcia Morfeusza. To dla mnie najpiękniejsze doświadczenie i sens istnienia w najczystszej postaci. Obserwacja jej stopniowego odprężania i w końcu beztroski bezwład, który obejmował jej opadającą główkę, rączki, a w końcu całe ciało. Nie pamiętam w swoim życiu piękniejszych chwil. Tak, dla mnie, dla ojca to był najszczęśliwszy czas.

Gdyby więc ktoś zapytał mnie, czy po tym wszystkim co przechodzimy teraz, nadal uważam, że usypianie dziecka na rękach ma sens, odpowiedziałbym stanowczo tak! Te osiem miesięcy dały mi coś nadzwyczajnego jako ojcu, bliskość, którą Sonia miała przy stałym kontakcie z Bianką, mnie dało usypianie dziecka na rękach i przeogromnie cieszę z tego czasu.

Teraz i później

Pozwolę sobie nawet na jeszcze jedno wyznanie i odpowiedź na pytanie, które sam sobie zadałem. Tak, w przyszłości z drugim dzieckiem chciałbym przeżywać to samo. Może próbowałbym wcześniej przenieść je do łóżeczka, może znacznie wcześniej próbowałbym je nauczyć samodzielności w usypianiu, ale zdecydowanie nie chciałbym rezygnować z przeżytych doświadczeń. Mówi się, że wszystko zależy od tego ile wytrzymają rodzice, że dziecko nie może postawić na głowie całej rodziny. Tyle że i tak to robi.

Kiedy zaczęliśmy usypiać małą na rękach, jeszcze co podobno gorsze, kołysząc ją, by łatwiej i szybciej zasnęła, nie spodziewałem się, że w przyszłości przyjdzie nam, całej trójce, za to zapłacić. Nie spodziewałem się, że chwila, w której przyjdzie nam zmienić nawyki z usypianiem będzie aż tak trudna. Podkreślę NAM, bo nie chodzi tylko o trud małej, nam też dużo łatwiej i szybciej przychodziło ją uśpić, nawet nadwyrężając kręgosłup.

Robimy co możemy, zgodnie z książką „Język niemowląt”, której rozdział dotyczący usypiania wnikliwie przeczytaliśmy. Robimy wszystko, by Bianka w minimalnym stopniu odczuła fakt, że coś się w jej życiu kończy. Staramy się, by miała jak najlepiej i czujemy, że bardziej niż to, że coś się zmieniło, płacze dlatego, że nie potrafi inaczej zasnąć, bo nigdy wcześniej tak usypiać nie musiała. Otuchą  dla podtrzymania zapoczątkowanych kilka dni temu zmian jest doczytana informacja, iż rozwojowo dla dziecka niezmiernie ważne jest by budzić się i zasypiać w tym samym miejscu.

Nieświadomi rodzice

Może jest trochę za wcześnie na takie radości, ale cieszę się z drogi, którą przeszliśmy, my, nieświadomi rodzice. Poza niezliczonymi usłyszanymi, choć nieprzyjętymi radami co robić, a czego nie, jak złe jest przyzwyczajanie do czegokolwiek małych dzieci, jak koszmarnie złe jest kołysanie ich na rękach do snu, nie znaleźliśmy sposobu, by odnieść je do naszego przypadku.

Przyznaję, tliły się w nas wątpliwości, ale wydawało nam się, że problem nas nie dotyczy, że nasze dziecko jest inne, że przecież dbamy o nie bardziej. Przechodzimy proces, może jeden z najtrudniejszych, nasze wspólne rodzinne dojrzewanie w roli ojca, matki, córki. Mimo zróżnicowanych ról, jak małe dzieci sami próbujemy wszystkiego dotknąć, poczuć, zobaczyć i doświadczyć. Biance nie ma się co dziwić J Nie jesteśmy ludźmi, którzy wierzą od tak po prostu w to, co inni do nas mówią. Jesteśmy rodziną, która musi poczuć, by zrozumieć i z tym jest nam dobrze.

Jej wersja zdarzeń do przeczytania tutaj.

 

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:


  • Szybko mała zasypia…wiele spokojnych nocy dla nie i dla Was życzę 😉
    Pozdrawiam 🙂

    • Marcin

      Bardzo serdecznie dziękujemy 🙂

  • Stanisława Brzeźniak

    Już niebawem napiszesz własny poradnik 🙂

    • Marcin

      nie ma mowy! to powyżej, to małe i nieistotne doświadczenia, które co najwyżej innym mogą posłużyć jako zachęta do podobnych praktyk lub unikania ich jak ognia 🙂

  • Kamila Posobkiewicz

    Spokojnych snów dla Was wszystkich. Ja usypiałam w chuście przez rok…

    • Marcin

      Dla Sonii to jest opcja, ale ja nigdy nie pojąłem tej magicznej sztuki oplatania się, więc cóż, próbujemy inaczej 🙂 A swoją drogą co działo się po tym pierwszym roku?

    • Nie raz usypiałam Biankę w chuście, ale dziś tyko chustujemy się na specery 🙂

  • Pingback: Droga przez sen- usypianie dziecka- jej strona()


Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram