Mój przystanek

Mój przystanek
Klik klik:

Mój przystanek

Czy mogę to nazwać spełnionym marzeniem? Ciężko mi. Bo czuję, że aż tyle nie chciałam. Marzeniami nie mierzyłam tak wysoko, nigdy nie potrzebowałam aż tyle. Ale mam dom. Jest większy i piękniejszy niż sobie go wyobrażałam. To jest więcej niż spełnione marzenie.

Bicie serca

Siedzę w salone przy starym stole, podłoga mi skrzypi pod stopą, a z radia leci piosenka Starszych Panów. W sypialni śpi spokojnie moje dziecko i zbiera siły na późniejsze harce na drewnianej podłodze. Dziś czuję, że jestem na właściwym miejscu. Jest spokojnie, słońce wpada do pokoju. Jest mi dobrze.

Kiedy pierwszy raz podjechaliśmy pod ten dom, żeby go obejrzeć, padły słowa z mojej strony: ohoho, jest taki brzydki, że na pewno go kupimy. I to był żart, faktycznie z zewnątrz ten dom nie wygląda zachęcająco, ale czułam, że za tymi dziwnymi murami jest coś fascynującego. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Byłam zauroczona wnętrzem, onieśmielona wielkością pomieszczeń i zafascynowana ludźmi, którzy tam mieszkali. Czarująca, dojrzała Pani aktorka, którą znam z telewizji i która zaczarowała tą przestrzeń.

Pokój sztuki

Pomieszczenie, które dziś jest naszym salonem, poprzedni właściciele nazywali pokojem sztuki. Jest na nim podest, który służył jako scena. Tak, w tym domu odbywały się spektakle. Stworzyli teatr w domu. Cały ten poziom jest tak zaprojektowany, że można go obejść dookoła, właśnie dlatego, żeby było bezpośrednie wejście z boku na scenę. Ta historia osobiście mnie przyprawiła o szybsze bicie serca.

Różnica poziomów sprawiła, że zakochałam się w tym wnętrzu, ale podest też jest problematyczny, bo mało ustawny. Na razie będzie tu jadania, choć ubolewam, że nie ma na nim miejsca na mały kredens.

Pokój dziecka

Mieszkając jeszcze wspólnie z dzieckiem w 42m mieszkaniu na Mokotowie, marzyłam o pięknym pokoju dla Bianki. Wciaż powtarzam, że gdyby nie ona, ten dom byłby zbędny, a my byśmy pewnie wiedli życie w miejskiej dżungli. Dlatego kiedy staneliśmy przed wyborem pokoju dla naszej córci, decyzja nie była trudna. Dostanie pokój z pięknym, dużym oknem. Ten najładniejszy. Jest mała i jeszcze chwilę taka będzie, dlatego to okno jest dla niej idealne. My w sypialni tylko śpimy, a ona będzie w swoim pokoju odkrywała świat, zdobywała wiedzę, zapraszała koleżanki (no tak, chłopaków też.. kiedyś), wypoczywała. Musi mieć idealną do tego przestrzeń.

Nieśmiałość

Powoli już czuję się jak „u siebie”, choć wciąż mam pewną nieśmiałość chodząc po naszym domu. Jest bardzo duży. Przestronny. Ciężko mi jeszcze to pojąć, że należy do nas, że tu spędzimy wiele, wiele lat. Że tu dorośnie nasze dziecko. Czuję pokorę, wdzięczność i dziwne poczucie, że musimy się tym domem należycie zaopiekować, bo on na to właśnie zasługuje. Czuję, że go pokochamy.

Pracownia

O domu nie marzyłam, ale marzyłam o własnej pracowni. Nie wszyscy wiecie, ale mam artystyczne wykształcenie. Maluję, szyję, rysuję, wyszywam. Uwielbiam wszystkie prace plastyczno artystyczne. Nawet kilka tatuaży zrobiłam. Całe życie frustrowałam się, że muszę wyciągać maszynę z szafy, a po pracy sprzątac ją ze stołu kuchennego, bo przecież nie ma gdzie zjeść śniadania. Już sam ten fakt sprawiał, że odechciewało mi się pracować. Więc wizja posiadania miejsca, w którym będą mogła bałaganić podczas procesów twórczych również zdecydowała, że to właśnie ten dom.

Moja pracownia będzie mieściła się w przyziemiu. Z premedytacją nie piszę, że w piwnicy, ponieważ w naszym domu nie ma piwnicy. Przyziemie jest fantastycznie wyremontowane i czyste, gotowe do funkcjonowania, posiada nawet najładniejszą łazienkę w całym domu (a mamy trzy do wyboru). Zaadaptowałam pomieszczenie, w którym miała pracownię poprzednia właścicielka domu, ponieważ ma fantastyczne wielkie okna. Mimo, że jest nisko sufit, jest jasne.

Obok jest również piękne, wielkie pomieszczenie, które mam w planach dobrze wykorzystać. Na razie od pomysłów puchnie mi głowa, więc zostawie ten temat na później.

Szczęście

Mam tu gdzie pracować i realizować wszystkie niespełnione artystyczne plany. Mam tu gdzie się wyciszyć. Nasz cały świat mógłby się tu zmieścić. Nie napisałam o ogrodzie, trochę się go boję, ale to będzie osobny temat. Najpierw chcę pokochać ten dom. A jest co pokochać. Widzę ile pracy przed nami, ale cieszę sie, bo mamy cudowny cel. Wracam do tych momentów na Starym Mokotowie, w których siedzimy na balkonie, pijemy wino i marzymy. Boisz się marzyć? Może i dobrze, bo marzenia się spełniają.

 

Klik klik:


  • Wspaniale czuć się w swoim domu dobrze. Ważne jest mieć miejsce gdzie człowiek może się inspirować a jednocześnie wypocząć razem z rodziną.

    • Dokładnie tak, chyba właśnie znaleźliśmy to miejsce… 💓

  • Bebe Talent

    Aż żałuję, że nie wrzuciłaś zdjęć. Wasz dom ma niezwykłą historię. A pracownia, swój własny kąt, to i moje marzenie.

    • Nadrobiłam i dziś wrzuciłam post ze zdjęciami! Zapraszam 💓

  • A gdzie zdjęcia? Super że macie własny ukochany kąt. My dostaliśmy pół roku temu mieszkanie od teściów ale ono od 50lat nie miało remontu i wymaga bardzo dużo pracy. A idzie bardzo powoli.

    • Powodzenia i życzę żeby poszło szybciej. Nas też to czeka.. stary dom to dużo pracy i dużo pieniędzy 🙁 Dziś wrzuciłam post ze zdjęciami domu! Zapraszam,💓


Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram