Ojciec, niespełniony sportowiec

Ojciec, niespełniony sportowiec
Klik klik:

Dwugłos na jeden temat

Kiedy zaczynaliśmy pisać na Przystanku Miłosna, chcieliśmy dzielić się z Wami wieloma sprawami w subiektywnej zastawie jej i jego punktu widzenia. W tym przypadku ponownie udało nam się zsynchronizować.

Sonia w swoim ostatnim wpisie opowiedziała Wam o okresie przed przybyciem Bianki i o jej obecności w jej życiu – tutaj. W podobnym czasie, w trakcie porządkowania świeżo pomalowanego pokoju dla naszej pociechy, rozmyślałem o tym samym.

Nasze refleksje na temat macierzyństwa i poprzedzającego go okresu, są nieco inne, tak jak nasze upodobania. W czasie gdy Sonia balowała i bawiła się „po godzinach”, zapewne rozwijając się mentalnie i towarzysko, ja z zamiłowaniem dwoiłem się i troiłem w pojedynkę, wylewając siódme poty na siłowni, saunie czy basenie.

Praca z ciałem i nad kondycją

To takie moje dziwaczne zauroczenie i ograniczenie, najlepiej hartuję samego siebie cieleśnie niż psychicznie. Ot taka długa i prosta jak Marszałkowska konsekwencja z dzieciństwa, kiedy fizyczność była najlepiej mi znaną stroną, a z całą pewnością, najlepiej rozwiniętą i eksploatowaną.

Snowboard

Jednak jak narazie, pierwsze i najmocniejsze zauroczenie sportem poczułem dziesięć lat temu. Snowboard. Zabawa o tyle atrakcyjna, co droga. Każdy mój wyjazd snowboardowy, nawet ten, po którym wróciłem poobijany czy połamany, uważam za magiczny i udany. Zbzikowanie na punkcie snowboardu osiągnęło apogeum, gdy po kilkumiesięcznym treningu na trampolinie, siłowni i biegach wróciłem do Polski z Austrii z połamanym obojczykiem. Niezoperowanym i złożonym w kształt litery „Z”. Do dzisiaj noszę czasami podkoszulkę z większym dekoltem, niepoważnie dumny z długiej blizny, którą nabyłem lata temu.

Tęsknie za tym beztroskim czasem, w którym nawet najgłośniejsze wieczorne były niczym w zestawieniu mocno trzymającą krawędzią i ciałem niemal muskającą stok. Z wolnością i głębią przeżycia zjazdu w kopnym i dziewiczym śniegu, przed wszystkimi, zaraz z rana czy uroczą perspektywą alpejskich pejzaży. Każda z tych atrakcji pozostaje teraz coraz bardziej wyjałowioną tęsknotą, którą staram się minimalizować, nieskutecznie, snowboardowymi filmami na Youtube.

Surfing

Drugim ukochanym sportem, za którym tęsknie jeszcze mocniej jest surfing. Ten, zdaje się moją pasją nieuleczalną. Kilka lat temu, ale tylko na chwilę, ocean przeraził mnie na tyle mocno, że bałem się wejść do wody. Na lekcji surfingu jedna z kursantek na Fuerteventurze zniknęła z oczu. Po krótkim czasie wyłowiliśmy ją z wody, niestety długa reanimacja nic nie dała.

A mimo to, w głowie nadal huczy mi od spiętrzających się i zderzających o siebie rytmicznie, fal.  Czuję ukochany i kojący posmak solonej wody oceanu. Pamiętam te cykliczne muskanie fal trącające błędnik. A po pływaniu uczucie spełnienia, błogiego relaksu i jak w powidoku, kołysanie. Miarowy wdech i  wydechu oceanu.

Tęsknie za tym wszystkim jak cholera. Nawet za bieganiem, które miarowo wykańczało mi więzadła przy kolanach, czy w końcu nadwyrężyło ścięgno Achillesa. Za wspinaczką skałkową, sztuczną ścianką, którą sam sobie zrobiłem wiercąc dziury w pustakach garażu ojca. Bieganiem po Tatrach, ścinaniem czasu przejść na szlakach, godzinnymi brzuszkami na treningach Kyokushinkai, zziajaniem, nadwyrężaniem i wysiłkiem, który sprawiał, że żyję. Mniej lub bardziej, na krawędzi.

Teraz

Tęsknie za czasem, który jeszcze nie nastąpił. Za chwilą, w której moje dzieciaki, to jasne, że będzie dwójka, wspólnie z nami będą mogły się bawić nie gorzej niż ja czy Sonia. Marzę o chwili, w której razem pojedziemy wylegiwać się na plaży Portugalii. Marzę bardzo konkretnie o mieście Costa di Caparica. Marzę o naszych wspólnych wypadach na weekend w góry. Marzę o naszej wędrówce w Beskidzie Żywieckim, podróży od schroniska do schroniska.

Zgadzamy się z Sonią co do jednego, to co się zdarzyło, musiało się zdarzyć. Żadne z nas nie żałuje czasu, który minął. To on nas uformował i liczę na to, że zrobił to na tyle skutecznie, że będziemy chcieli podobnie kształtować nasze dzieci. To że imprezowaliśmy, nadwyrężaliśmy swoje ciało, swoją wytrzymałość, zdrowie, cóż, widocznie tak musiało być.

Rodzic widmo

Podobnie jak Sonia, odnoszę wrażenie, że każde z nas dysponuje co najwyżej 30 czy 40% energii, którą mieliśmy dwa lata temu. Co się z nią stało? Gdzie wyparowała? Czy zmęczenie, niewyspanie, powtarzalność sprawiają, że rodzic, młody rodzic zamienia się w cień samego siebie? Może tak właśnie jest.

Rewolucja, która przychodzi w chwili urodzenia pierwszego dziecka powoduje, że tracimy kontakt z samym sobą. Z tym, co robiliśmy, jak żyliśmy, jak spędzaliśmy wolny czas wcześniej. Czy to mnie zaskoczyło? Nie koniecznie, wiedziałem, że tak będzie, ale nie sposób przygotować się na uczucia jakie wywoła w nas ta zmiana.

Nasi rodzice

Zestawiamy z Sonią nasze subiektywne odczucia na temat macierzyństwa z opowieściami naszych rodziców. Może to upływ czasu sprawił, że nie pamiętają szczególnych trudności w wychowaniu nas czy naszego rodzeństwa? Może to my przeżywamy zbyt intensywnie każde trudności i potknięcia, a brak tego co tak uwielbialiśmy pogłębia dyskomfort? Sam nie wiem.

Próbuję sobie wyjaśniać te różnice tym, że nasi rodzice byli o ponad dziesięć lat młodsi, kiedy zaczynali etap macierzyństwa. Tłumaczę sobie je również przysłowiem, że czego oczy nie widzą, duszy nie żal. Tym, że w czasie ich młodości podróże poza Polskę nie były powszechne, co za tym idzie, seniorzy nie musieli rezygnować czy rozstawać się z takimi  atrakcjami, którymi my barwiliśmy swoje młodzieńcze życie.

My, rodzice

Celowo użyłem słowa „rozstanie”, bo liczę na to, że to co nas czeka w przyszłości będzie jakościową przemianą. Wyścig o złoty medal w zjeździe ze stoku, karkołomne triki czy pływania na pograniczu wytrzymałości zastąpi kontynuacja tych przyjemności z rozwagą, rozsądkiem i odpowiedzialnością. Nie tylko za swoje zdrowie i samopoczucie, ale za całą rodzinę.

Klik klik:


  • Małgorzata Mazurek

    Warto przeczekać, nawet jeżeli ta tęsknota za pasjami jest tak silna; potem mozna je realizować razem z dziecmi a to dopiero daje prawdziwą radość, gdy coś przeżywa się wspólnie- każdy udany przejazd, każdy upadek , każdy zachód słońca.. a i satysfakcja że nauczyłeś, że zaszczepiłeś miłość do gór czy morza. Bezcenne 😉

    • Marcin

      Wierzę Ci w 100%. Piszę wierzę, bo to na razie nie przekonanie czy pewność, ale czuję, że będzie tak jak piszesz. Co prawda nie specjalnie wyszło to w moim tekście, ale tak sobie czasami myślę, że może dobrze, że odłożyłem na półkę swoje zamiłowania, bo powoli zaczynały mnie zbyt mocno pochłaniać, a co najgorsze, stawały się coraz bardziej destrukcyjne.

  • Ja też mam chyba mniej energii niż kiedyś

    • Marcin

      haha, witamy w klubie. Dostaliśmy z Sonią sporo wiadomości, że to minie, to kwestia czasu i poniekąd wieku dziecka. Trzymam za Ciebie kciuki, będzie lepiej!

  • Holly Lu

    Sporty dla mnie zbyt ekstremalne, ale lubię oglądać😊

    • Marcin

      … ale bieganie chyba aż tak ekstremalne nie jest 😉

  • Małgorzata Hert

    Bardzo fajny wpis, miło się czytało przy porannej kawie

    • Marcin

      Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Co prawda nie obiecam, że zabawię Cię przy każdej porannej kawie, ale wpadaj częściej, co którąś kawę obiecuję Ci umilić.


Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram