Tymczasem na ulicach

Tymczasem na ulicach
Klik klik:

Na ulicach

Przestaję się dziwić ludziom, że naświetlają spojówki światłem własnych komórek. Po pierwsze dlatego, że przecież trzeba sobie jakoś radzić z depresją sezonową – tudzież: sezonowym zaburzeniem afektywnym. Po drugie, całe miasto to ryczące, mało egzotyczne, plakatowe zoo. Facebook w komórce, brand book w realu.

Pozy niektórych postaci nie specjalnie przyciągają wzrok. Ktoś się w agencji nie przyłożył! Kampania do bani.

W przeroście

Inne trącą smutkiem i niespójnością. Na przykład przymilny paker, epizodyczny aktor od burdy w serialu na Wspólnej. W wydaniu miejskim jest skołtunionym jak baranek męskim misiem przytulakiem. Na czarno-białej fotografii w chuście kółkowej i z pokaźną siwą brodą promuje jeden procent dla dziecięcych hospicjów. Po co goły? Czy siwy zarost ściekający na omszałą klatę, pokaźną jak gdańska szafa służy czemukolwiek?

W kinie

Znów reklamują polski film, ktoś napisał – „nowy polski klasyk”. To prawie jak już nie tak nowa, świecka tradycja. Polscy aktorzy na plakacie muszą być w komplecie, od roli pierwszoplanowej do trzecioplanowej. Na afisz nie mieści się tylko aktorka, która pokazała piersi, jej reklamować nie wypada i umarlak, który wypada z konwencji postaci stojących o własnych siłach.

W udach

Mimo wszystko, to nikt inny, jak sama mości Ewa Chodakowska zgarnia full uwagi. Jej palec grzebalec wysyła w świat alert – Ludzie, won od lodówek! – lub – Gdzie mi z tym kebabem?! Jej pełna do granic wytrzymałości leginsów pupa wypchana, zapewne nie silikonowo wytworzonymi, mięśniami ryczy o szerszą powierzchnię plakatu.

A ty człowieku jedziesz zmęczony po pracy do domu. Obiecałeś sobie dzisiaj odłożyć komórkę do głębokiej kieszeni. Chcesz dać odpocząć głowie.

A na ulicach cyrk. Niech żyje nam ego, które pcha nas wyżej i dalej. Niech dzieje się nam dobrze, by sklonowane ja przez wszystkie możliwe przypadki sprawiło, że zachce nam się bardziej, mocniej i nie rozsądniej.

Albo błądźmy szarzy

Jak bezosobowa masa przelewana środkami transportu publicznego, z jednego kąta miasta w drugi.  Wpatrujmy się w te utrwalone przez fotografa sceny, zaaranżowane sytuacje, wypatrujmy marek, doszukujmy się logiki. Dla każdego coś dobrego, kto poliże ten polubi.

Wyłączam się z tego zgiełku. Próbuję się odnaleźć. Czy w tym świecie jest miejsce dla niezainteresowanych tym [nie] porządkiem? Dlaczego nikt nie promuje szarzyzny? A może to dobrze. Gdyby była dobrze skrojonym, marketingowym produktem, takich jak ja zamrażano by i pakowano na afisz. Nie chciałbym, by śmiała się ze mnie, jak ja z niej, na przykład, Chodakowska.

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:



Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram