Upragnione ściany

Upragnione ściany
Klik klik:

Upragnione ściany

Chwila, w której zdajesz sobie sprawę, że spełniłeś swoje marzenie, bezcenna? Może, choć niekoniecznie. Więc może rewolucja? Tak, zdecydowanie, choć nazbyt wolno dojrzewająca. Rzecz w tym, że gdy się tak długo wyczekuje na tę magiczną godzinę zero, gdy człowiek wyobija się o różnorakie porozrzucane przypadkowo graty na drodze do wymarzonego domu, to tuż po wejściu do niego, nie pozostaje nic innego jak opatrzyć rany, by nie wykrwawić się przed przystąpieniem do konsumpcji dania głównego. Spokojnego, szczęśliwego życia w upragnionym lokum. 

Ogród

Chciało mi się ogrodu jak skurczybyk, chciałem go pielęgnować, powoli wycinać trawkę, docinać bluszcz, przerzucić niepotrzebne kamienie, wyrównać teren, wykarczować niepokorne gałęzie i wymodelować go jak sylwetkę na siłowni. Tymczasem siedzę jak stary dziad i patrzę na ten ogród i mierzę pokornie siły na zamiary. Piszę pokornie, bo zamiary topnieją i topnieją, ogród natomiast pięknieje i kształtuje się sam, bez mojej ingerencji, bez wchodzenia w jego ciało ze skalpelem jak chirurg, by przywrócić minione zdrowie. Patrzę z salonu w przestrzeń ponad ogrodem, zwyczajowo błękitną, przyozdobioną pierzastym nieba skłonem, tutaj zieloną, iglastą i mięsistą zasłoną.

Jaskinia

W pokoju obok, choć nie marzyłem o własnej, męskiej jaskini, no cóż, nie miewam zwyczajowo aż tak wygórowanych ambicji, znajduje się przytulne choć ascetyczne wnętrze. Skoro więc już jest, będę korzystał. Może mój wątły i niemrawy głos przebił się przez wysokie i pochmurne niebo ponad świerkowymi gałęziami i dotarł do rąk przebudzonego przedwcześnie Mikołaja. Dostałem swój mały własny pokoik, mogę z nim robić co mi się żywnie podoba, ba, zamierzam zrobić z nim co mi się podoba. Ale dopiero wtedy, gdy będę miał siłę. Teraz wersja minimum; miejsce na pianino, moje małe prywatne biurko do pisania, jest gitara. Tej nie poszczęściło w tym odcinku, nie grana leżakuje i oczekuje na wuja Toma, szwagra z Anglii. Jest też instrument po poprzednich właścicielach domu, coś indyjskiego, strunowego, starego i pięknego. Są kwiaty, książki, miejsce do medytacji. Na teraz wystarczy. 

Zbyt open space

Na górze gigantyczny open space, z którym nie mam zielonego pojęcia co począć. Może rozstawimy stół do ping ponga, a może zawiesimy kulę disco i przy jej blaskach będziemy śpiewać co piątek karaoke z sąsiadami. Na dole piękny pokój kąpielowy, do którego mam o 12 schodów za daleko, korzystam więc z wanny przy sypialni. Sypialnia jest niebywała. Pięknie raczy nas co noc swoim sodowym światłem przebijającym się zza białych, nieco połyskliwych zasłon. To oczko w głowie, 21 metrów kwadratowych na sen tak ostatnio spragniony, na relaks i dla dziecka. 

Życzliwa pociecha

To zaś, jak przystało na małego i zdrowego zucha, hałasuje w niebogłosy. Układa, wyrzuca, przerzuca całą zawartość nowej szafy, otwiera wszelkie możliwe szuflady, wchodzi na nie, wchodzi do nich, przycina palce, płacze, śmieje się i klaszcze i jedyne o co proszę, w swoim i imieniu żony, to by zaczęło grać w jednej lidze z rodzicami. Z człowiekami zmęczonymi, wczorajszymi, nieprzytomnymi, wyjątkowo potrzebującymi więcej spokoju i sił na jutro. Sił dla siebie samych, dla siebie nawzajem i do konsumpcji własnych marzeń.

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:



Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram