W drodze

W drodze
Klik klik:

Ciasny przedział. Każdy większy wybój na trasie pociera o siebie jak dwa krzemienie nieznane sobie pary pleców. Początkowo kontakt pozostaje niezauważony. Skryty głęboko w trójwymiarze ciemnych przezroczy, skąpany w mroku Warszawy. Stukot metalowego podwozia, gwar otaczających dialogów, tematy przelewające się z ucha do ucha. Zaczynające się i kończące bez przyczyny i skutku. Rozgrzewające miarowo ciepło staje się relaksujące i usypiające.

Iskrzy. Niechciany kontakt nabiera znaczenia. Aktywna zagadka przerywa błogostan, wtopienie w introwertyczny świat i wewnętrzne czuwanie. Jego nieodgadnione metrum przyciąga uwagę. Wyczulone ciało próbuje wyczytać rytm, odgadnąć nieznaną melodię. Nieskutecznie. Pociąg sunie, a my w nim, przed siebie. Anonimowo i w niewiedzy.

Okoliczność stawia pytania o role. Własną, nieznajomego, kompozytora i dyrygenta. Natarczywy kontakt staje się tematem przewodnim. Czy dla właściciela cudzych pleców również? Wikłam go w zmowę, celowe działanie na szkodę spokoju i prywatności. Może i on wikła mnie w podobnie intencje. Rysuję mu rogi, oczerniam i próbuję zrozumieć.

Wtedy dociera do mnie, że to nie jego wina. Jesteśmy na łasce losu, trzymającego nas w rękach, skrzącego o siebie dla zaprószenia prostej i powszechnej  wiadomości. W metaforycznym przekazanie, jesteśmy jak dwa atomy. Kule wpadające na siebie i odbijające się zgodnie z prawem fizyki. Intencje, emocje, przewidywania stają się zbyteczne.

Klik klik:



Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram