Dom – akt IV – Nieruchomość -widocznie tak musiało być

Dom – akt IV – Nieruchomość -widocznie tak musiało być
Klik klik:

 

Wszystkie akty znajdziecie właśnie >> tutaj << 

Psychologiczna nowomowa

Tak się składa, że w głębi każdego z nas tkwią głęboko zakorzenione przekonania. Niektórzy wiedzą to z książek, inni po prostu czują, jeszcze inni, tak jak ja, posłusznie przyjęli te rewelacje na wykładach za pewnik. Przekonania są największym bastionem przyzwyczajeń i złych nawyków. Są małym i obowiązkowym podarkiem od rodziców. Kluczem do zrozumienia własnych chęci i motywacji.

Przekonania mogą być naszym sprzymierzeńcem, choć częściej bywają wrogiem. Ta często nieuświadomiona warstwa psychiki pochodzi z zapiecka domów rodzinnych. Przekazywana jest z dziada, pradziada i pradziadka babki. Jest jak herb wiszący w ciemnym kącie świadomości.

Chciałem, nie wyszło

Chciałem rozpocząć kolejną część opowieści „Jak kupić dom i nie zwariować” taką właśnie dygresją, ale pech chciał, że dygresja zapanowała nad tematem, więc pozwolę jej jeszcze chwilę tu porządzić, by nie tracić energii na bijatykę z niepokornymi dyrdymałami.

Jedni lubią opowieści o kosmitach, ja wolę historie o mechanizmach, popędach, misjach człowieka, jego niedostrzegalnych gołym okiem warstwach psychiki. Naturalnie, ponad inne wolę swoje warstwy. No więc wspomniane prawidła utkwiły mi w głowie i utajone jak wirus czekały na idealną okazję, by wyjść jak królik z kapelusza. Tą okazją był zakup domu. Właściwie nie nasz zakup, a zakup moich rodziców. Ponieważ nie uzgodniłem z nimi, że coś o nich napiszę, poruszę tu jedynie podstawowe informacje na ich temat, nie pozwalające ich namierzyć.

Telefon nr 1

Gdy rodzice pewnego spokojnego niewiele znaczącego dnia zatelefonowali z wieścią, że sobie rozmawiali i myśleli, w najmniejszym stopniu nie odgadłbym jak ta rozmowa może się zakończyć. Otóż siedzieli sobie i myśleli, zapewne przy kawie i ciastku delektując się widokiem pięknego ogrodu strzyżonego od linijki. I gdy tak biesiadowali i biesiadowali, puste cztery piękne ściany ich wymuskanego w każdym calu domu stały się bezwartościowe, gdy rodzina daleko. A gdy cztery ściany bez rodziny są jak bezduszny głaz i kamienna dupa, to ta dziwaczna góra rusza cztery litery i migruje do Mahometa, pod Warszawę. Tym samym rozpoczął się projekt sprzedaży i zakupu nowego lokum.

Hmm, pierwszy odruch? Radość! Zmiany, jak ja kocham zmiany, pomogę, poszukam, cudownie! Do dzieła. Rodzice zrobili dużo zdjęć domu, potem go wystawili. Dosyć szybko pojawili się zainteresowani, ale po obejrzeniu całego domu i zejściu do piwnicy, każdy oddawał niemy krzyk rozpaczy, który jedynie ojciec był w stanie rozszyfrować jako podziękowanie za bezowocne zwiedzanie. Ja się nie dziwę, piwnica była miejscem, które zawsze opuszczałem w pośpiechu.

Piwnica

Gdy dorastałem, w dobie pierwszych giełd wymiany kaset video, dominowały horrory. Tak więc ziemniaki z przerośniętymi pnączami owijały ciała ofiar i zamykały w kokonach. Istoty schowane pod schodami podkładały nogi i zamykały w syczącym telewizorze lub na cmentarz. Tak czy inaczej, to było miejsce przesiąknięte złem, a które tata zdecydował tchnąć nowym duchem. Niestety programy o metamorfozach domów na sprzedaż nie przewidują remontu piwnicy, dlatego taka zrobił go po swojemu, w tym zamurował pomieszczenie ze śmiercionośnymi ziemniakami.

Jak się okazało, posunięcie było tak trafione, że od razu znalazło się dwóch kupców. Jeden już prawie kupił, ale jak przyszedł z rodziną, to im się strych nie spodobał i zrezygnował. Potem Polka z Irlandii nasłała swoich rodziców, którzy zainicjowali przedsięwzięcie i podpisali umowę przedwstępną. Jak już pisałem w innym miejscu na tym przepastnym blogu, finalnie rodzice nie sprzedali jej tego domu, bo na zakup nie dostała kredytu i w ostatniej chwili się wycofała.

Rodzice powiedzieli wtedy, że widocznie tak musiało być i bez kopania się ze światem, przeszli do spokojnego marszu, którego celem była tym razem skuteczna sprzedaż domu. Wystawili ogłoszenia, znów dosyć szybko pojawili się chętni. Pierwsza i ostatnia zarazem partia odwiedzających przeminęła po dwóch tygodniach, a mój ojciec pozostał z przekonaniem, że na strychu straszy. Tym razem oprowadzał swoich gości zaczynając marszrutę od odświeżonej i eleganckiej piwnicy, a kończył na samej górze.

Strych

Eh, mieszczuchy! Cokolwiek by nie powiedzieć, ten strych przestał straszyć 25 lat temu. To były czasy, w których strychem władały myszy, co króla zjadły i krwiożercze pająki. Fakt, okropieństwa ta nie zrażały mnie to połowów w stogach słomy. W dobry dzień można było znaleźć ślepe naboje, monety państw, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, a teraz być może już nie istnieją. Brud zawsze był w gratisie, słodko śpiący ze mną tygodniami. Brud piętaszek. Tak czy inaczej, to był strych z dreszczykiem, ale ten odwiedzany w tym roku? Ten jest w życiowej formie!

Jednak nie dla taty, który musiał znosić te błagalne spojrzenia potencjalnie kupujących. Znów remont i znów własnym sumptem. Robią sobie moi rodzice i robią, przykręcają płytę kartonowo – gipsową do krokwi, może znów piją kawę przegryzając ją wafelkiem. Jedno mówi – Eh, żal mi będzie sprzedawać ten dom. – A wiesz, że myślałem o tym samym. Mnie też żal – mówi drugie. – To co, może nie sprzedawać?

Telefon nr 2

Zadzwonili dzień później do mnie i niepewnym głosem mówią, że nie sprzedają. Dla nas z Sonią, poza dużą porcją szacunku dla ich odważnej decyzji, poczuliśmy się jak w ciemnej dupie. Na głos , dodałem „widocznie tak musiało być”, poradzimy sobie.

Nowości na stronie!

Wyprzedź innych, otrzymuj mailowe powiadomienia o nowościach na stronie!

Obiecujemy przenigdy nie oddać, wymienić ani sprzedać Twojego adresu mailowego.
Zrezygnować z subskrypcji możesz w dowolnym momencie.

Klik klik:


  • Bar Bra

    Fragment z ziemniakami rozbawił mnie do łez 😉

    • Marcin

      haha, masz podobne wspomnienia? 🙂

  • Bar Bra

    faktycznie, źle wspominam pobyt w piwnicy;) Dodatkową „atrakcją” była konieczność pozycji mocno zgiętej, czyt. „kucanej”, by w ogóle tam wejść;)

  • Tomasz Kaczmarczyk

    A ja bardzo dobrze wspominam strych. Najlepszym wynalazkiem był stoł do pingla. Tez mam wiele wspomnień z dzieciństwa z tym domem.


Facebook Messenger
Visit Us On FacebookVisit Us On Instagram