Moja historia noszenia zaczęła się od zakupu wisiadła. Tak, dokładnie. Będąc jeszcze w ciąży, weszłam w internet sprawdzić co też internetowe mamy polecają do noszenia dzieci, jakie nosidła są dobre dla prawidłowego rozwoju dziecka. Wyczytałam, że można nosić dzieci przodem do świata (!). Do dziś nie wiem czy to się wydarzyło naprawdę, czy ja źle przeczytałam 🙂 W każdym razie zachęcona tajemniczym artykułem w sieci niewiadomego źródła, zakupiłam wisiadło. Rasowe, grube wisiadło, z wkładką dla noworodka, no i myślałam, chyba nie byle jakie, skoro kosztowało prawie 300 zł.

Ależ wielkie było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że nie powinnam w tym nosić dziecka, bo mogę mu zrobić więcej złego niż dobrego. Rozczarowana, wkurzona, że zrobiłam kolejny bezsensowny i kosztowny zakup dla maluszka i że za tą cenę miałabym już porządną chustę. No ale jeszcze nie jeden błąd popełnię, jak się później okaże 🙂

Chusta do noszenia

Kolorowe chusty. Ależ one mi się podobały. Podobały mi się matki w długich spódnicach noszące dzieci w długich kolorowych chustach. Podchodziłam do tematu bardzo nieśmiało. Wydawało mi się to strasznie trudne. Namówiłam męża (dziwnie to brzmi, ale my naprawdę podejmujemy wspólne decyzje dotyczące naszego dziecka, nawet jeśli chodzi o zakupy), kupiłam pierwszą chustę i zaczęło się.

Trafiłam na chustowe grupy na facebooku. Pierwsza myśl “to jakaś sekta”. Jakie to musi być trudne, skoro one wciąż się nawzajem poprawiają “niedociągnięte przy szyjce”, “nóżki wyżej”, “dziecko niżej”, niestety, takie wpisy zamiast zachęcić i ułatwić, zniechęciły mnie. Najgorsze, że uczyłam się z youtuba i nie byłam pewna czy wiążę dobrze, wstydziłam się wyjść z dzieckiem w chuście na zewnątrz, bo widziałam oczami wyobraźni te chustoświrki, które do mnie podchodzą i poprawiają. Chusta więc miesiąc leżała nieużywana.

Wydawało mi się, że wydanie 150 zł za doradcę chustowego to jakiś straszny koszt, tym bardziej jeśli nie byłam pewna tego całego noszenia. W końcu wybrałam się na bezpłatne warsztaty, na których skorygowałam skutecznie kilka błędów. Tak, teraz polecam spotkanie z doradcą. Z pewnością gdybym sama zdecydowała się na takie spotkanie, nosiłabym swoje dziecko dużo wcześniej.

Zaczęły się nieśmiałe spacerki z psem wokół domu, pierwsze drzemki w chuście. Dość szybko wyobrażenie o długich spódnicach poszło w niepamięć, bo bałam się, że się zwyczajnie przewrócę, wygrały wygodne spodnie, a i rozwiany włos się nie sprawdził, bo wplątuje się w chustę. Nie ma rady, trzeba związać.

Odpuściły wszelkie lęki. Dotyczące tego czy dobrze to robię, odszedł wstyd i niepewność. Tak to już jest, że młode matki nie czują się pewnie na początku w nowej roli, ja też byłam zagubiona i drażliwa. Dotyczyło to również chustonoszenia. Opatulone dziecko w kolorowej szmacie przyciąga wzrok i nie zawsze są to przychylne spojrzenia. Z biegiem czasu, po kilku dziwnych komentarzach, nabrałam pewności i przestało to mieć znaczenie. Dziś tego nie widzę, noszę dziecko z dumą.

Chustomama

Paradoksalnie chustowe grupy na facebooku stały się miejscem, które pomogło mi rozwiać kilka wątpliwości, a dziewczyny przestały “się poprawiać” w moich oczach, a zaczęły sobie pomagać. Słowo “sekta” dziś zamieniłabym na “religia”. Zrewolucjonizował się mój punkt widzenia, zrozumiałam o co chodzi w chustonoszeniu i wspieraniu się wzajemnie noszących dzieci.

Chusta, moja historia noszenia - Przystanek Miłosna

A co poza tym, że chusty są piękne? Nie ma dla mnie bardziej intymnej sytuacji z dzieckiem sam na sam niż kiedy moja córka śpi w chuście. Jest nam gorąco, jesteśmy obie spocone, ale jesteśmy blisko siebie, tulimy się, jej malutkie spocone rączki mnie dotykają. Przypomina mi się czas, kiedy nosiłam ją w brzuszku. Czuję, że będąc tak blisko, jest bezpieczna, chronię ją swoim dorosłym ciałem. Bianka, pomimo że jest bardzo dobrze rozwijającym się ruchowo dzieckiem i dużo czasu spędza raczkując, gdy widzi chustę to się uśmiecha. Dla niej to zawsze znak, że czają na nią przytulanki.

Inne zalety? Wygoda. Gdyby nie chusta nie zmieściłabym się z wózkiem do niektórych małych, mokotowskich sklepików, nie poszłabym na szybki spacer z psem, bo mieszkamy na I piętrze bez windy, więc wychodzenie z wózkiem to wielkie niemałe przedsięwzięcie. Nie odkurzyłabym również mieszkania, bo nie mogę[choćby na chwilę – wstawiłbym tutaj] mojego ruchliwego szczęścia spuścić z oka na chwilę. Zapewne nie udałoby nam się przeżyć też kilku ciężkich nocy.

Nosidło

Zdecydowaliśmy się w międzyczasie na zakup ergonomicznego nosidła. Czym się kierowałam? Oczywiście wyglądem, bo jakie nosidło może kupić kobieta zafascynowana chustami. Piękne, kolorowe, uszyte z chusty. Wymarzyłam sobie Fidelle Fusion, skuszona całkowitą regulacją i pięknym wzorem. Bardzo mi zależało, żeby pokazać Marcinowi, choć w niewielkim stopniu, co czuję nosząc dziecko przy serduszku. Nie chciał się chustować, więc nosidło załatwiło sprawę. Niestety, okazało się na tyle niewygodne, nawet dla „szorstkiego” męża, że trzeba było je zmienić. Wybraliśmy polecane przez wiele osób ergonomiczne nosidło Baby Tula standard. Faktycznie, Fidella nie dorównuje mu pod względem komfortu noszącego. Zostanie z nami na dłużej.

Kiedyś przeczytałam piękny artykuł pewnej doradczyni noszenia (niestety nie wiem gdzie, nie wiem jak się nazywa, jeśli ktoś go kojarzy, proszę o informacje). Autorka w nim wspominała o zaletach noszenia dziecka. Oprócz często przytaczanych, takich jak m.in. rzadsze kolki, mniejsza płaczliwość, zaspokajanie potrzeby bliskości, lepsza laktacja, zachowanie fizjologicznej pozycji dziecka, zapamiętałam inne, piękne słowa, iż mniejsze znaczenie ma idealna pozycja dziecka czy idealnie zawiązana chusta. Ważne jest, że je nosimy, że dostarczamy dziecku wielką porcję poczucia bezpieczeństwa i bliskości niezależnie czy chusta jest w tym czy w innym miejscu lub czy jest idealnie dociągnięta. To bardzo ważne, nie bójmy się. My, młode, niedoświadczone matki często mamy problem z oceną tego co i jak robimy, czego sama jestem dowodem, ale nie ma najmniejszego sensu byśmy na takie myślenie traciły czas i energię. Nośmy dla siebie i dla swoich maluszków. Rodzice! Dziecko na pierś i do przodu!