Jest takie jedno, szczególnie dla mnie gościnne miejsce na warszawskim Mokotowie. W parku z małym stawem, nieprzypominającym Morskie Oko pozwalam sobie na chwile refleksji przed ośmioma godzinami w fabryce. Przystaję tam z papierosem i patrzę ponad taflę wody na przeciwległy brzeg.

Punkt widokowo – refleksyjny

Kiedy zaczynałem tu przystawać, szare poranki z trudem wyzbywały się zimowej zasłony nocy. Myślałem i marzyłem o chwili spełnienia, gdy niewyraźny kształt daleko na horyzoncie stanie się naszym rodzinnym domem. Z biegiem czasu dom zmieniał bryłę, wielkość, lokalizację. Introwertyczną szarość nadpisywała mozolnie kiełkująca zieleń. Nieznajomy, leciwy kompan wpatrzony w pustą przestrzeń ponad stawem zajął moje miejsce. Stawałem obok niego nadal myśląc i marząc o tej jednej chwili, która dokonała się wczoraj.

Pierwsze odcinki historii możecie przeczytać >>tutaj <<

Po dłuższej nieobecności, przystanąłem przy Morskim Oku dzisiaj. Pomyślałem sobie, że projekt życie to dziwna sprawa. Mówi się, że czekanie jest ważne, uczy cierpliwości. Tymczasem, o ile to może i punkt zwrotny, to przeżywanie takiej chwili spełnienia, na którą często oczekuje się miesiącami, o ile nie lata, staje się zupełnie nieznaczące. Zamiast być radością jest porzuceniem trosk o to, co nie mogło się wcześniej ziścić.

Ta szczypta sekund staję się intensywnym odprężeniem. Stres umyka niczym chmury na niebie rozpierzchnięte silnym wiatrem. Pojawia się słońce, jego ciepłe promienie oblewają nas rumieńcem. Uśmiech na twarzy ledwo widoczny przykrywa kolejny zestaw wyzwań i myśli. Dokładnie tak, wracamy do … życia.

Dziecko pokolenia nowych skarpetek

Choć na wykładach Zen mistrz jak mantrę powtarza – nie ma lepszego ja, lepszego jutra, nie ma nic innego, jak to co tu teraz, to nadal stale i naiwnie daję się nabrać na przyszłą perspektywę odżywczej porcji witalnego szczęścia z osiągniętego celu.

A tymczasem po wszystkim, po średnio przespanej nocy cieszy mnie bardziej Bianka, która usilnie wkłada mi smoczek do ust niż osiągnięcie długo wyczekiwanego celu. Może to symptom dziecka, co się ze skarpetek na urodziny cieszyło? Jeśli tak, to dziękuję Wam rodzice!

Słowo od Kubusia Puchatka

Ale żeby nie było, cieszę się z nowego etapu w życiu. Wiem, że coś się właśnie zmienia, coś się skończy i coś zapewne się zaczyna. W głębi siebie docieram do punktu, który przekroczyłem wczoraj. Jestem tą samą osobą, wiem o sobie nieco więcej, w tym to, że jak chcę, to potrafię. Wiem, że warto wyznaczać marzenia, a jeszcze bardziej je spełniać. Do tego wszystkiego czuję teraz znacznie mocniej to, co wyraził rysunkowy Kubuś Puchatek pytany o to, kiedy jest najbardziej szczęśliwy.

Parafrazując pluszowego mistrza zen, podpowiem – Najszczęśliwszy jest wtedy, gdy cel jest na wyciągnięcie ręki. Kiedy się wie, że nic nie może stanąć na przeszkodzie do tego celu. To jest ta chwila i sam przyznaję, coś w tym jest.