Hałas ciszy nocnej

Samotnik, natrętne, długie i głośne rozmowy, zbyt intelektualne jak na czas ciszy nocnej. Brak snu, pół filmu sprzed dwóch godzin i cały kolejny. Hollywoodzka produkcja czyli mdłości na zakończenie. Znużenie powoli zamienia się w śnienie. Cholera, dlaczego najciekawsze pomysły wpadają do głowy w środku nocy?

Poranek

Przyjemny po niewyspaniu poranek choć głowa nadaje na innym paśmie. Strojenie mocną kawą. Wstaję, gram na pianinie, odtwarzam najprzyjemniejsze, błogie poranki singla. Nic mnie nie goni, nigdzie się nie spieszę. Siadam, gram beztrosko, powoli, dokładnie, w skupieniu. Oddalam się od świata, to co poza nim gdzieś znika w niebycie. Papieros zbyt gruby niweczy świeżość poranka.

Jadę do pracy, znów zbyt szybko by móc wyłapać pojedyncze pierwiastki niezwykłości spowite całunem powtarzalności. Nie ma wiatru, który rozwiewa spódnice, nie ma słów naburmuszonego nieznajomego  na chodniku. Trasa numer “dziesięć minut”, jak w zegarku. W pracy jak zwykle, stała mieszanina przyjemności, obowiązków i oczekiwania na wyjście. Popołudnie, konsekwentnie zdobione kawalerskim zwyczajem, mrożone pierogi z podsmażaną cebulką. Potem pianino, a jakże. Czas na zajęcia dowolne. Zjawia się chęć na wyjście z rutyny, rower, trasa przy Wiśle. Z dala od utartych szlaków, od codzienności. To jednak zbyt mało chwytliwe. Wiadomości, polityka, ziew.

Wieczorynka

Bretania skąpana w dziesięciostopniowych bałwanach morskich. Klify ostre jak kolce jeża nakrywa piana wściekłego wilczura. Windsurfer tańczący  po oszalałym oceanie przywraca wspomnienia portugalskiego Peniche. W domu bezruch i zawieszenie. Pod nieobecność psa, kot sąsiadów przez rusztowania próbuje podnieść mnie na duchu, ale leżę dalej, na kanapie. Na dobranoc, tak dla kurażu wspomnienie dzieciństwa. Trzy pajdy chleba, razowiec, sucha krakowska, kiszony ogór i ketchup. Jeszcze tylko trzeba film wybrać, taki lepszy, do spania, nie przysypiania. I znów opis nieadekwatny, zbyt wygórowane oczekiwania. Film nie zachwyca, rychły sen wymazuje złe wrażenia.

Kolejny dzień z życia tymczasowego samotnika. Następna doba za mną, jedna bliżej rodziny. Życie na bocznym torze, bez pełnego składu, to krótkotrwała przyjemność i zbyt nużące oczekiwanie w chacie pełnej rodzinnych przyzwyczajeń.