Wrażliwość

Zdarza się, że czasami coś tylko z pozoru przypadkowo pojawia się na talerzu. Dawniej, gdy gra była nowa, potrzebowałem nieco czasu, by przejść etap pytań typu; dlaczego akurat na moim półmisku, dlaczego to, a nie inne danie czy, kim jest i gdzie zniknął kelner? Zbyt długo leżakujący na talerzu posiłek powoli stygł, a w końcu zaczynał śmierdzieć.

Teraz choć równie mocno nie lubię poszukiwań co zgadywanek, wchodzę do gry bez poszukiwania odpowiedzi. Lata mijają, a ja wciąż siedzę w tej samej restauracji. Nie nudzi mi się. Na moim umysłowym talerzu pojawiło się całkiem niedawno pojęcie wrażliwości. Jeszcze przed tym, zanim przybrało wyrazistą postać, krzątający się w kuchni kucharze szatkowali niespiesznie składniki.

Droga artysty

Kiedy zdecydowałem się na powrót na uczelnie i napisanie magisterki, znalazłem ciekawą lekturę, którą powinienem był przeczytać przed przystąpieniem do napisania pracy. “Droga artysty” Julii Cameron była punktem startu na drodze odkrywania w sobie wrażliwości i zwrotnym w moim życiu. Przez długi czas nosiłem w głowie opowieść o babci autorki, choć nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego akurat ta zapadła mi w pamięć.

Żona

Nieco później, po przeczytaniu pierwszych rozdziałów książki poznałem Sonię. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że moją przyszłą żonę. Do tej pory pamiętam nasze wspólne zachwyty nad pięknem ciepłego wrześniowego wieczoru spędzonego przy pomoście 511. Jakby aura tamtego wieczoru chciała połączyć nas wspólnym zachwytem nad czasem, który był nam dany. Chłonęliśmy naszą znajomość wszystkimi zmysłami. Zawsze marzyłem o żonie artystce. Może w głębi siebie czekałem na bratnią duszę, z którą mógłbym rozmawiać i rozwijać się twórczo, tworzyć nic zmysłowego połączenia, które było i jest nadal dla mnie tak bardzo, na swój sposób magiczne. Może potrzebowałem najbliższej mi osoby, z którą nie bałbym się sięgnąć w głąb siebie po to, czego dotychczas w sobie nie widziałem, a czego ona była tak ciekawa.

Kino i papierosy

Dużo później pojawia się opowieść o kinie, przy winie z Łukaszem. Dzień później przeżywaliśmy z Sonią jego niebywałe spostrzeżenia i czujność. Opowiadał o przełomowych scenach, których nigdy wcześniej nie kręcono. O momentach zbyt odważnych, pozornie mało istotnych, ale które jednocześnie nadawały całości niezwykłego charakteru. Wspominał o zbliżeniach szklanki z lodem i whisky, wbijaniu igły w żyłę i wielu innych, które wraz alkoholem, niestety na drugi dzień wyparowały. Rozmawialiśmy o nikotynie. Łukasz rozróżnia palaczy zachłyśniętych dymem i tych, którzy z gracją, niespiesznie celebrują wolną chwilę z papierosem w dłoni. Przed tą rozmową palenie było dla mnie tylko pojeniem spragnionych. Po naszej rozmowie, niespodziewanie zacząłem wyłapywać niedoróbki w telewizyjnych reklamach.

Mały krok

Potem przytrafiła nam się rozmowa, w której z Sonią poczuliśmy się jak małe dzieci lądujące przypadkiem w Disneylandzie. Przeżywanie małego kroku w rozwoju dziecka, to dla nas siedmiomilowy krok życia i okazja do długich debat na balkonie. Dla innych niezauważalny i nieistotny detal  niewarty choćby drobnej wzmianki.

Tu i Teraz

W końcu dociera do mnie intensywny i wyrazisty zapach z kuchni, to ekscytacja z coraz głębszego doświadczania. Cieszenie się radością. Czucie gruntu pod nogami w chwilach trwogi, przyjemność ze zmęczenia, ciężkość w zastanych mięśniach ciała. Eureka mikro wglądów na bazie banalnych doświadczeń. Zapach jesieni przywołujący minione lata stojące w jednym szeregu. Gotowe do odpamiętania i do ponownego przeżycia, gdyby nie było nic ciekawego w głowie.

Prywatne życie łąki

I wreszcie przypadkowa klamra, sentymentalne kino drogi na trasie S7 do Trójmiasta. Radiowa trójka i John Lewis-Stempel. Zapiski rolnika prowadzącego dziennik „Prywatne życie łąki”. Skryba, który w cechach czy zachowaniu fauny potrafi dostrzec proustowskie emocje. W audycji pada słowo „wrażliwość”, które uruchamia potok przemyśleń.

Małe co nieco dla każdego

Po kilku latach szukania w sobie samego siebie, odkrywania cech, których wcześniej wolałem nie widzieć, dotarłem do wrażliwości. Próbuję ją akceptować i zaprzyjaźnić się z nią. Może zupełnie naturalnym krokiem jest pojawiające się w mojej głowie pytanie o to, jaką wartość może mieć wrażliwość dla innych? Nie, nie znalazłem na to pytanie jeszcze odpowiedzi.

Szukając ujścia dla kłębiących się w głowie uczuć i emocji, radości z przeżywania intelektualnych i zmysłowych treści próbuję zrozumieć czy zmysłowość może być wspólnym, globalnym mianownikiem w komunikacji? Czy radości z drobnostek nie jest dla innych frazesem mającego wszystko człowieka?

Wartość wrażliwość nie wynika z tego, że dotyczy nielicznych. Wrażliwość jest konsekwencją decyzji siedzącego przy stole. Wejściem do gry z tym z czym się przychodzi, z tym czego brakuje i z tym co się ma. Cieszeniem się każdym kęsem i przełykaniem gorzkiego słodkim.

Czy można się dzielić z innymi opowieścią o kosztowaniu? O smakach z dzieciństwa, o krótkotrwałych zachciankach czy kulinarnych eksperymentach? Przy najróżniejszych gustach, odmiennych intensywnościach w doświadczaniu smaków, przyzwyczajeniach? Głupie pytanie, przecież i robimy to od zawsze.