Księżniczka Matka

Chciałam mieć dziecko przed skończeniem trzydziestego roku życia. Nie wyszło. Poznałam swojego męża tuż przed trzydziestką i urodziłam córkę jako trzydziestojednolatka. Moją motywacją do tego była chęć nadążenia mentalnie za swoim dzieckiem. Chciałam być młodą matką, która rozumie swoje dziecko. Trzydziestokilkuletnia różnica wieku między pokoleniami to dużo. Ale ja to jeszcze nic. Różnica między moim mężem a naszym dzieckiem to czterdzieści lat.

Instynkt macierzyński

Słyszałam dziwną teorię, że instynkt macierzyński nie istnieje. Dla mnie to nic innego jak zwyczajna, kobieca chęć posiadania dzieci i naturalne odruchy czułości wobec dziecka. Tą chęć odczuwałam zawsze mocno, więc twierdzę, że posiadam instynkt macierzyński w dużej dawce. Wiecie, to nawet stawanie na golasa przy lustrze i wydymanie brzucha, żeby zobaczyć “jakbym wyglądała w ciąży”. I ten płacz, że nikogo tam jednak nie ma.

Idealna matka

Mam 10 miesięczne dziecko i jestem piekielnie zmęczona. Zewsząd czytam o matkach opowiadająch o tym jakie macierzyństwo jest wspaniałe, albo o rozczarowanych, bo jednak nie wszystko wygląda jak myślała. Jedna jest zła na idealistyczne pokazywanie rodzicielstwa (bo Beyonce powinna leżeć w połogu a nie pozować półnaga), a inna nie chce oglądać naturalistycznego przestawiania karmienia piersią (bo to obrzydliwe).

Jestem zmęczona

A mnie ani jedno ani drugie nie przeszkadza (uwielbiam piękne stylizowane zdjecia jak również zdjęcia z porodu). Siedzę i jestem zmęczona. Przeszkadza mi zmęczenie. Nocne wstawanie jest dla mnie wielkim ciężarem, a cały dzień biegania za dzieckiem wykańcza fizycznie. Boję się, że mam coraz mniej energii dla niej.

Mama a impreza

Moja wizja młodej matki, która ma 25 lat i małe dziecko pasuje mi bardziej. Wiesz dlaczego? Bo mając 25 lat latałam na całonocne imprezy, a potem potrafiłam iść do pracy. Miałam siłę, więcej energii i mogłam ją spożytkować dla maleństwa, a ja latałam po barach. Nie, nie żałuję tego, ale dziś nie mam siły na imprezy i nie mam siły dla dziecka. Myślę, że źle rozdysponowałam swoje młodzieńcze moce.

Egoistka-księżniczka

Żyliśmy tyle lat sami, w beztroskich związkach bez przyszłości, jako single, w brzydkich mieszkaniach, wygodnie, sami dla siebie. Nie zapomnę, że jednym z powodów przeprowadzki Marcina z kawalerki na Saskiej Kępie był płacz dziecka za ścianą. Zapomnieliśmy jak się dba o innych. Kilka lat oderwania od rodziny i bliskich relacji z ludźmi spowodowało, że mam problem nawet z dbaniem o przyjaciół. Ciężko mi było wyobrazić sobie taką egoistkę-księżniczkę w związku małżeńskim. A co dopiero jako mamę, która poświęca się całkowicie bezbronnemu maleństwu, przy którym trzeba zrobić wszystko, kosztem własnego czasu.

Robię to. Poświęcam się, jestem zmęczona, czasami wkurzona i zirytowana, czasami wesoła i pełna energii. Nie próbuję nawet opisać jak bardzo kocham swoje dziecko, bo to nie ma sensu. Nie będę opisywać jak bogatą osobą się stałam dzięki niej. To dla mnie oczywiste. Ale przyznałam się sama przed sobą, jak wiele mi dziecko zabrało. Tak, jestem wygodna. Jestem przyzwyczajona do innego życia i cholernie cieżko mi sie przestawić. Wiem, że za jakiś czas będzie lepiej, będzie mniej absorbująca, pójdzie do szkoły, a jej przytulenie wynagrodzi mi moje poświęcenie. Ale dziś jestem lekko rozczarowaną i zmęczoną mamą.

Nie żałuję

Nie żałuję. Dziś niczego bym nie zmieniła. Układanka jest kompletna, jest dobrze tu i teraz, warto było czekać na Marcina i Biankę. Ale jeszcze dwa miesiące temu chcieliśmy po przeprowadzce do domu postarać się o drugie dziecko. A dziś? To dopiero temat…!