Pociąg S2 – Norwegia

Zatłoczony wagon kolejki podmiejskiej na trasie Lotnisko Chopina – Sulejówek Miłosna.

– A wiesz, że jest taki zwyczaj w Norwegii, że codziennie w porze powrotu do domu, po pracy w kolejkach podmiejskich ludzie opowiadają śmieszne historie?  – zagaduje dwudziestopięciolatek, w czarnej bluzie Trolling Stone stojącą przed nim dziewczynę w podobnym wieku.

– Tak jak ty teraz? – dopytuje zaintrygowana, choć niezbyt zainteresowana historią, dziewczyna.

– Nie, chodzi o coś innego. – Prostuje chłopak, w mig pojmując jej aluzję – Ludzie mówią te historie do wszystkich stojących w pobliżu. Chodzi o taką zasadę; wchodzi losowy, w sensie wylosowany delikwent do pociągu i nawija non stop co mu ślina na język przyniesie, do czasu jego przystanku, gdzie wysiada jakby nigdy nic. Na tym kończy się jego rola. A na drugi dzień nawijkę uskutecznia ktoś inny.

– Poczekaj. – Poziom zainteresowania dziewczyny wyraźnie się zmienił. – Jak to wylosowany? Zaczepiła drugą rękę o poręcz zawieszoną nad jej głową i zwiesiła głowę na ramieniu oczekując na dalszy ciąg historii.

Tymczasem na północy

– Na północy Norwegii ludzie wpadli na taki pomysł, by umilać sobie czas wieczornych powrotów do domów, trochę oderwać ludzi od komórek i dać szansę młodym radnym i politykom zbratać się z wyborcami. Tak więc zainteresowani rejestrują się na jakimś ich portalu i codziennie są losowani. Dostają dzień wcześniej info, że to na nich padło i tyle. Czasami system losuje dwóch, czasami więcej, ale najczęściej jeden nawija przez całą drogę.

– Zbijasz się ze mnie, tak? – pewna swego, odpowiedziała dziewczyna.

– Nie, poważnie! Naprawdę tak jest! – szybko sprostował śmiertelnie poważny chłopak – Mało tego! Podobno idąc dalej, w ramach tej strony ludzi oceniają tych ludzi, na ile zainteresowali słuchaczy, na ile ich historie były ujmujące i takie tam. Oceniają ich charyzmę, sposób wypowiadania się i wiele innych. To podobno jakiś test, który wskazuje z dużym prawdopodobieństwem, jakie kto ma szanse sprawdzić się na politycznych czy samorządowych krzesłach. Z tego co pamiętam, jeden burmistrz dochrapał się swojego stanowiska dzięki takiej akcji. Nie pamiętam już dokładnie nazwy tego miasta, wiesz, te ich nazwy zawierają w sobie tyle skamieniałości z tych ich wulkanów, że ciężko to wymówić bez okaleczenia języka – podsumował przemowę, wyraźnie zadowolony z siebie, chłopak.

Dziewczyna patrzyła na niego z uśmiechem, który zastygł w połowie drogi do pełni. W końcu się odezwała.

– Przez chwile myślałam, że to może być prawda, ale przecież …

Pociąg S2 – Warszawa

W tym momencie donośny głos trzydziestolatki przebił się ponad toczący się obok dialog. Młodzi spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się porozumiewawczo.

Kobieta sprawiała wrażenie nieco podchmielonej.

– Ludzi, dlaczego wy wszyscy jesteście tacy smutni? – nadawała – co wam się stało? Trzeba się cieszyć życiem, jest piękna pogoda, jesteście zdrowi, wracacie do domu, skończyliście pracę, czas na relaks!

W trakcie jej monologu obserwowałem innych podróżnych, stojących w pobliżu mnie. Widziałem przedzierające się zza chmur, zza marsowych oblicz, słońce. Nieśmiałe, pokątne i niezdarnie skrywane uśmiechy. Pojedyncze, jaskrawe ogniska nadziei w zdawałoby się, szarej, zmęczonej i jednolitej masie.

W końcu zdałem sobie sprawę, że sam zacząłem się uśmiechać, nie potrafiąc rozszyfrować dlaczego to robię? Czy to wpływ nieznajomej gawędziarki, czy wrodzony konformizm?

Warszawa Rembertów

Przed Rembertowem kobieta zaczęła się zbierać i żegnać z pasażerami. Jak na biblijnego Tomasz niedowiarka przystało, uruchomiłem turbinę w swoim wszędobylskim nosie, by zdiagnozować ewentualne stężenie promili we krwi, tudzież w wydechu.

Kiedy kobieta wysiadła, poczułem się, jak my wszyscy, jadący dalej, sierotą z niespodziewanym spadkiem. Wyczuwalną  jednością, zadowoleniem, rozbawieniem i tęsknotą. Za beztroską i swobodą tego przypadkowego, współczesnego barda, który umilił nam powrót do siebie.

Szkoda, że w Polsce bywa inaczej niż w tej ich, Norwegii.