Lekko przyszło, letko poszło

Na peronie znów tłok. Mordor w ukropie. Rachunkowość nie koniecznie, ale wyrachowanie to podstawa przeżycia w tym dworcowym buszu. Po miesiącach obserwacji, człowiek uczy się, że wchodzenie do pociągu mniej obleganym areałem peronu, skutkuje klapnięciem dupska na czas podróży. Wpadam więc żwawo do pociągu, trochę o własnych siłach, trochę niesiony falą rąk rozemocjonowanego tłumu, jak na koncercie Kazika. Namierzam miejscówkę. Cel jest pięć kroków przede mną. Ruszam, ale, ale… Zapomnij.

Jakaś z Radoma. W godzinach szczytu! Właśnie teraz przeprawy robi z miasta do miasta? Mija mnie o długość swoich krągłości postawna baba,  strudzona, zapewne dźwiganiem własnych toreb. Bagażu tyle, że i nepalski jak by się nie powstydził. I ten tors gladiatora! Poczwórne brzemię robi swoje. Dwie generyczne wałówy pod kurtką, dwie siaty po bokach dodają skrzydeł i rozwierają tłum jak Mojżeszowe grabie w czasie przeprawy przez Morze Czerwone.

Zawodnik  się trafił, nie w ciemię bity.

Sprytna głowa naznaczona wieloletnim komunikacyjnym zmaganiem wtłoczyła mi, od tak sobie, zapewne przypadkowo, siaty między nogi. Zamieram. Sentyment wzywa z peerelowskich kanap. Robin Hood, podstawówka, pierwotne oręża, dwie kule połączone sznurem, kliklaki. Cholera wie, jak załatwić rywala. Rzuca czymś takim w przeciwnika i freeze! Pacjent leży, kwiczy, wspomina.

Ta korzysta. Zostawia sprawunki dla siedzeniu, kasuje bilet, w końcu wraca i siada. Robię to po niej, cały czas przeklinając jej fizjonomię.

Ból porażki mozolnie przechodzi, dom choć powoli, jest coraz bliżej. Zamyślony odpoczywam, próbuję nie przejmować się niczym, patrz podręcznik „SKM Zen”, rozdział X. Patrzę na swojego rywala, u niej też spokój. Reset. Głowa coraz zamaszyściej kiwa się na wybojach pomiędzy Stadionem a Wschodnim. Prawe oko leci, ciutek od zeza, trochę ze zmęczenia.

Szukam pocieszenia w telefonie. W głowie zaklinam bieżącą chwilę. Niech mi się poszczęści, oby była już wypłata na koncie! Wbijam nudne cyfry – PIDy, pady, hasła. W końcu jestem na miejscu, Biedronka, piweczko, relaks wieczorkiem – nic z tego. Odświeżam stronę, może jednak właśnie teraz, w tej chwili przyszła? Nie, gdzie tam. System każe mi się ponownie logować. Odpuszczam. Dobrze, że kasy wystarczy na jutrzejszy bilet do fabryki.

Spocznij

Za Rembertowem udaje mi się usiąść. Klapię dupą i patrzę swojemu wrogowi w oczy, świdruje je na wylot, wypalam dziury w głowie i topię tafle szkła, by ją pogrzebało. Pozwalam sobie, a jak! Ta śpi w najlepsze. Gęba rozdziawiona jak u szczupaka, tyle że uzębienie szczątkowe. Ile można na to patrzeć?

Chce się człowiekowi rozrywki i przyjemności. Odpalam Youtuba dla zabicia czasu, wybieram jakieś brednie Fail Compilation z idiotami jeżdżącymi na dwukółce. No i znów szlag mnie trafia. Play transfer dorżnął, w agonii ledwo dyszy. Wiatr znów pizga moczem w oczy.

Chowam telefon, tarmoszę z nudów bilet w rękach, by sobie nie robić śmietniska w kieszeniach. Dojeżdżam. Wagon opustoszał, wszyscy pognali na tył składu, bo to gwarant szybszego powrotu do domu. Mnie się tam nie spieszy. Nie ma Biedronki, nie ma imprezy.

Patrzę sobie na mojego rozkosznego rywala. Rozdziawiona gęba zaprasza do psikusa. Nie myśląc za wiele, rozglądam się, przedział pusty, wkładam jej bilet do gęby. Śpi nadal, ruszam do wyjścia. Drzwi się otwierają.

– Poproszę bilecik do kontroli – przesadnie grzecznie cedzi do mnie kanar z uśmiechem. Robię się czerwony, czyżby widział, co zrobiłem? No niemożliwe! Obmacuje się po kieszeniach, by dać sobie więcej czasu, w końcu odwracam się do baby, by zabrać jej i wręczyć formalistom zgubę.

Ta stoi, uśmiechnięta i rozkroczona jak John Wayne. Puszcza mi oczko i wiem co czuje / żuje.

Radom – Mordor 2:0

P.S.

Jeśli jesteś zbulwersowana / ny, to znak, że ten ustęp jest dla Ciebie. To co się właśnie skończyło, nie zdarzyło się  nigdy. To tylko krótka, niewiele znacząca fikcja “literacka”. Jeśli Ci się nie podobało, wyraź to w komentarzu. Poprawię się 😉

Trwają testy sklepu internetowego. Zapisz się do naszego newslettera, aby dowiedzieć się o jego uruchomieniu. Zamknij