Trudna ciąża

Zostało kilka dni, żeby móc oficjalnie powiedzieć, że połowa ciąży za nami. Ale niestety, ostatnie dwa miesiące były dla nas bardzo trudne. Opowiem Wam dlaczego. Drugie USG w ciąży jest bardzo ważne. Z racji mojego wieku zdecydowaliśmy się zrobić Usg genetyczne i test PAPPA, choć tego samego dnia rano poszłam do lekarza prowadzącego ciąże i na zwykłe usg i wynik był prawidłowy. Klinikę wybraliśmy ze względu na lokalizację. Zwyczajnie im bliżej tym lepiej.

USG

Weszliśmy do gabinetu bardzo zadowoleni, że obejrzymy z bliska naszego dzidziusia. Niestety, poszłam za parawan, Marcina nie widziałam, choć miał swój ekran, mogłam jedynie podniesionym głosem “po babsku” wołać: kochanie widzisz rączki i nóżki? Lekarz ani razu nie spojrzał mi w twarz, ale ze spokojem opowiadał co oglądamy, wyglądało to wszystko normalnie.

Zły wynik

Po badaniu usiedliśmy przed nim i wreszcie patrząc mi prosto w oczy powiedział, że wyniki badania są złe. Zdrętwialiśmy obydwoje. Mając jedno zdrowe dziecko, spodziewaliśmy się drugiego zdrowego dziecka. Płód, który się we mnie rozwija miał Megacystis czyli powiększony pęcherz moczowy. Lekarz wyjaśnił, że mogą być dwie przyczyny. Jedną jest choroba genetyczna, a drugą może być blokada pęcherza moczowego, zwyczajnie dziecko ma problem ze zrobieniem siusiu. Taki problem dotyczy chłopców, ze względu na ich układ moczowy. Co dalej? Aby postawić diagnozę, trzeba wykluczyć choroby genetyczne oraz trzymać kciuki, żeby dzidziusiowi wszystko się odblokowało i żeby zrobił siusiu. Trzeba zrobić amnipunkcję.

Następnego dnia Marcin pojechał do szpitala na Starynkiewicza, gdzie umówił się z lekarzem po skierowanie na wizytę do Centrum Zdrowia Dziecka do poradni genetycznej. Nie pytajcie jak oni to zrobili, że wypisali skierowanie bez pacjentki, ale trafiliśmy na niesamowicie zaangażowanego, młodego lekarza z pasją, któremu chciało się nam pomóc!

Trudne Święta

Nie chciałabym opowiadać o moich uczuciach, pewnie się domyślacie, że ten czas był dla nas trudny, zrezygnowaliśmy z organizacji Wigilii w naszym domu, zapomnieliśmy o Świętach, nie miałam do tego głowy. Nie wytrzymaliśmy do wizyty w CZD, umówiliśmy się na pierwszy wolny termin Usg, który był po świętach na terenie Warszawy, co nie było łatwe, bo w przerwie świątecznej wielu lekarzy było na urlopie, a ciężarne pacjentki od ciąży urlopu nie dostają. Wynik był prawidłowy. Śladu po Megacystis nie było.

Pechowy numerek

Nieco uspokojeni, zaliczyliśmy wizytę w poradni genetycznej, gdzie otrzymaliśmy skierowanie i termin na amnipunkcję. Mieliśmy też przy okazji niesamowite szczęście, bo padł system w rejestracji tuż przed naszym numerkiem. Spokojnie mogliśmy więc zjeść kilka bloków czekoladowych w barze przy poradni.

Samotne doświadczenie

Niestety, nie udało nam się znaleźć opieki dla Bianki na czas badania. Pojechaliśmy więc z dzieckiem do Warszawy w wielki mróz. Niestety- ponieważ bardzo mi zależało, żeby na tym badaniu był ze mną Marcin. Bardzo się go obawiałam, bo o amniopunkcji krążą legendy dotyczące częstych poronień, ale również bardzo chcę, żeby wspólnie ze mną podejmował decyzję dotyczące naszych dzieci. Zabrakło go w gabinecie, bo po pierwsze- dostałam opieprz, że wybraliśmy się do przychodni przyszpitalnej z dzieckiem, co wzmogło mój stres. Po drugie- stało kilku studentów, których próbowałam ominąć wzrokiem. Po trzecie- lekarz mi powiedział, że ten pęcherz mógł dziecku pęknąć.

Amniopunkcja

Nie wierzcie internetowi, amniopunkcja boli i jest obrzydliwym badaniem. Wszystkie badania “od dołu”, nawet te bolesne, wydają mi się naturalne, ale wchodzenie “do jego domu” przez brzuch jest dziwne i gwałcące jego prywatność.

Na wyniki czeka sie około trzech tygodni. To były dla nas bardzo długie trzy tygodnie. Spędzone w skupieniu na naszej córce, przytulaniu się i dodawaniu sobie otuchy. Ale też w zmęczeniu, płakaniu w poduszkę i zaglądaniu do skrzynki.

Wyniki

Minęły trzy tygodnie, Marcin wrócił ze snowboardu i wziął dzień urlopu, żeby nadrobić i z nami pobyć. Dzwonimy. Wyniki są, choć nie dotarły do nas na papierze, ale Pani przekazuje nam dobrą nowinę, że wyniki są pozytywne, a w brzuchu rozwija się nasz synek.

Iluzja na Instagramie

Kiedy wstawiam kolejne zdjęcie z brzuchem na instagramie, tworząc pełny obraz szczęścia, to pamiętaj, że dziś to szczęście smakuje inaczej, że kilka razy stała przede mną mała dziewczynka, a ja udawałam, że mama się śmieje, a nie ryczy. To co widzisz na instagramie jest niejako iluzją. Nie byliśmy w stanie wtedy o tym mówić. Mamy pewne granice i o pewnych intymnych sprawach nie mówimy głośno. Nie byłam pewna czy będzie drugie dziecko, choć pochwaliłam się ciążą bardzo wcześnie.

Badania prenatalne

I nie myślcie, że badania prenatalne, między innymi na amniopunkcję, decydują się osoby, które chcą dokonać aborcji w przypadku choroby. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby przy pozytywnych wynikach amniopunkcji nasz syn wciąż miał megacystis? Można by było go leczyć jeszcze w brzuszku! A bez badań prenatalnych, bez dokładnego USG zwyczajnie moglibyśmy nie wiedzieć o problemie i mógłby umrzeć. Piszę to, bo kilka razy słyszałam, że ktoś nie robi badań prenatalnych, bo jest zdecydowany na urodzenie każdego dziecka. Badania prenatalne robi się nie tylko dlatego, żeby usunąć ciąże w przypadku ciężkich chorób, ale również po to, żeby znać zagrożenia i w pewnych przypadkach móc zapobiegać.

Czego mnie nauczyła ta historia

Miałam różne myśli kiedy dowiedziałam się o ciąży. Ale przez świadomość, że mogę stracić swoje dziecko, zapragnęłam go najmocniej jak się da. Codziennie powtarzałam do brzucha, że damy radę i zwyczajne “chce Cię”. Przestałam się bać opieki nad dwójką maluchów, w końcu trzeba wypełnić ten wielki dom.

Lesio

Nauczyłam się też, że nie mogę mówić, że noszę zdrowe dziecko, bo tego dowiem się dopiero na początku lipca. Ale mogę Wam zdradzić, że w brzuchu najprawdopodobniej rozwija się zdrowy Lesław.

Trudna ciąża - Przystanek Miłosna

Trwają testy sklepu internetowego. Zapisz się do naszego newslettera, aby dowiedzieć się o jego uruchomieniu. Zamknij