Intymność w sieci

Słońce zagląda mi przez szybę, w domu jest wyjątkowo ciepło, jak na taką temperaturę za oknem. Dziecko śpi w swoim pokoju, zaparzyłam sobie kawę, której ostatnio nie piję, ale dziś mi smakuje.

Instagramowe obrazki pokazują Wam piękny obraz rodzinnego szczęścia, które naturalnie funkcjonuje w naszym domu, ale czego nie widać, za nim również stoi praca, obowiązki, bałagan, zmęczenie, bezsenna noc, fochy, płacz, melancholia, tęsknota… Nie, to nie jest kłamstwo, nie jesteśmy i nie będziemy typowymi blogerami, którzy pokażą Wam życie od podszewki, brudną, nie wyremontowaną kuchnię, będą mówić o tym, jakich kosmetyków używają, wolimy skupiać się na ładniejszej stronie życia.

Instagram

Zakładając “Przystanek Miłosna” zastanawiałam się, gdzie są granice mojej prywatności. Od wielu lat lubiłam pokazywać swoje ciało w sesjach fotograficznych, bez wielkich nagości. Czasami były to zdjęcia podszyte erotyką. Jestem raczej szczerą osobą, mogłabym powiedzieć, że nieco “ekshibicjonistyczną”, dlatego prowadzenie blogowego konta na Instagramie nie jest dla mnie niczym wielkim, a wręcz mi się podoba.

Pierwsza granica

Myślałam, że moje granice są daleko. Są, ale jeśli chodzi o mnie samą, bo jestem dorosła. Dziecko to dla nas wciąż nowy temat, ponieważ codziennie uczymy się siebie na nowo. Po długich dyskusjach w pierwszej ciąży – uznaliśmy, że dziecko i media społecznościowe w dzisiejszych czasach są czymś naturalnym i nie będziemy bronić się przed pokazywaniem dziecka. Próbuję nie bombardować nikogo moim skarbem, a zwyczajnie i naturalnie cieszyć się nim w życiu i w internecie. Bardzo szanuje rodziców, którzy nie pokazują swoich dzieci lub robią to w subtelny sposób (np. zdjęcia nóżek lub z odwróconą główką itd), wciąż dzieląc się swoim szczęściem. Jednak nie chcę, żeby moja córka kiedyś odkryła zdjęcia z jej zamazaną twarzą – bo takie też widziałam.

Jakiś czas temu wrzuciłam na Instagram zdjęcie z odsłoniętym brzuchem ciążowym, obok mnie siedzi Bianka w samej pieluszce oglądająca swój słodki brzuszek… Wiem, że moje dziecko dla oglądających wygląda jak milion innych dzieci, wiem, że tylko dla mnie i mojej rodziny jest wyjątkowa. Ale uwierzcie – wrzucić zdjęcie dziecka w samej pieluszce było dla mnie naprawdę wielkim przekroczeniem swoich granic. Jednocześnie to zdjęcie jest dla mnie tak piękne, że zapragnęłam się nim podzielić.

Druga granica

Wielkim sprawdzianem granic naszej intymności w internecie była wiadomość o dużym zagrożeniu ciężkimi chorobami genetycznymi naszego rosnącego w brzuchu dziecka. Cóż, wcześnie podzieliliśmy się wiadomością o ciąży, co wydawało się naturalne, ale już zła wiadomość, która mnie samej ciśnie łzy do oczu, była tak intymna, że nie potrafiłam o niej napisać.

Intymność w sieci - Przystanek Miłosna
Autor: Ewa Szumowska – Gąsiorowska

Dlaczego więc opowiedziałam o tym, kiedy już byłam prawie pewna, że dziecko jest najprawdopodobniej zdrowe? Bo to jest poza mną. Bo słowa wsparcia, które otrzymuję każdego dnia, napędzają mnie i pomagają przetrwać ciężki czas ciąży. Bo może moje doświadczenie pomoże innym podjąć decyzję o badaniach prenatalnych.

Nasz Przystanek

Po założeniu konta na Instagramie “Przystanek Miłosna” niektórzy przestali się do nas odzywać. Nie do końca rozumiałam dlaczego, skoro dotychczas nikomu nie przeszkadzały nasze prywatne profile, które z chęcią odwiedzali i komentowali. Dopiero ten wspólny stał się problemem, choć codziennie jest przez nich podglądany 🙂

Co u nas słychać?

Słyszałam też, że niektórzy wiedzą co u nas słychać, bo codziennie oglądają nas na instastory. A przecież to co tworzymy tam to dosłownie kilka procent tego, co się u nas dzieje, bo to my decydujemy o tym, co oglądacie u nas. Jesteśmy starzy, odpowiedzialni i świadomie używamy internetu. A do tego uwielbiamy spotykać się z ludźmi w internecie i w życiu.

Choć czasami mam wątpliwości, czy warto prowadzić Przystanek Miłosna, bilans jest dodatni, Przystanek przynosi nam więcej przyjemności i dobrej energii niż złego. To przez Przystanek Miłosna wiele osób dowiedziało się o moich obrazach i pisaniu Marcina.

Miłosna

Nie wiedziałam, że ten tekst pójdzie w tą stronę, dziś usiadłam przy komputerze bez planu. Dziękuję, że jesteście z nami. Jeśli podoba Wam się nasz blog, nasza działalność, polecajcie naszą pracę, piszcie do nas, komentujcie! Osobiście mamy nadzieję, że Przystanek Miłosna będzie nie tylko miejscem spotkań w internecie, ale i stacjonarnie, w Sulejówku, co powoli zaczyna się dziać.