Po raz drugi podchodzę do tego tekstu. Może i dobrze, że pierwszy się skasował, bo przynajmniej zrzuciłam z siebie pewien ciężar.  Jeśli zacznę za bardzo jęczeć, napiszcie zażalenie w mailu.

Co słychać?

Chciałam Wam dziś krótko opowiedzieć, co u nas słychać. Czego nie widać pomiędzy zdjęciami na Instagramie, pięknego, zdrowo rozwijającego się dziecka, wystrzałowym kolorem elewacji, a pięknym, zapatrzonym w siebie małżeństwem. Pomiędzy tym jest normalność, zmęczenie, złe emocje, strach.

Zaraz rodzę

Planowo, za trzy tygodnie powinnam rodzić. I wiecie co, bardzo się cieszę, że będę mamą dwójki dzieci, ale niestety, nie było tak od początku. Planowaliśmy najpierw zakup mieszkania lub domu, później drugie dziecko.  Ale nie przewidzieliśmy jednej rzeczy – kupując stary dom musisz się jednak liczyć z wielkim wysiłkiem, dużym nakładem finansowym i ciężką pracą. A mając małe dziecko, siły i snu jest zawsze za mało.

Nowe dziecko

Przygniotło nas, stwierdziliśmy, że najlepiej będzie poczekać z drugim skarbem. Dość szybko po przeprowadzce okazało się, że noszę w brzuchu efekt ciepłych mokotowskich wieczorów przy winie z mężem. Ponownie skorygowaliśmy plany i rozpoczęliśmy bezpieczny chów i pielęgnację małego serduszka w brzuchu. Czy poczułam szczęście? Nie. Próbowałam nie myśleć o tym czy tego chce, czy nie, tylko przyjąć na klatę (dosłownie i w przenośni) i kochać. To był moment, kiedy odświeżaliśmy dom, opijaliśmy go wieczorami, rozwijaliśmy bloga, dużo malowałam, planowałam powrót do pracy, albo rozpoczęcie swojej działalności. Żyć nie umierać! Gdzie tu dziś miejsce na nowego osobnika? Tak, w tym momencie jestem nieco przerażona perspektywą siedzenia kolejnego roku w domu z małym dzieckiem i nikt mnie nie przekona, że to piękne.

Małżeństwo

Kłóciliśmy się. Tak jak jeszcze nigdy. Tak jak jeszcze nigdy, miałam wątpliwości czy się dobraliśmy odpowiednio. Hormony, zmęczenie, braki snu, tłumaczymy to sobie czym możemy. Prawda jest taka, że Wy widzicie bardzo szczęśliwą rodzinę, a my stwierdzamy, że za dużo wzięliśmy na głowę, a za mało zostało nam czasu dla siebie. Do kochania, dbania i przytulania. Zamiast “zajmiesz się teraz nią?” powinniśmy spędzić w końcu czas w trójkę. Czekamy na poród jak na wybawienie od pewnego ciężaru. To dziecko zmusi nas do spędzania czasu w czwórkę. Bardzo tego potrzebujemy, jako małżeństwo i jako rodzina.

Zmęczenie

Jestem przemęczona jak jeszcze nigdy. Końcówka ciąży w upale przy 1,5 rocznym szkrabie, który ma potrzebę eksplorować wszystkie zakątki domu, poznawać świat, szuka kontaktu z innymi, jest torturą.

6 tygodni w domu

Siedzimy od 6 tygodni zamknięte w domu, gdyż bałagan remontowy wokół domu nie sprzyja bezpiecznemu spędzaniu czasu w ogródku z dzieckiem, a wokół nas z każdej strony jakiś robotnik. Na dłuższe spacery brakuje mi siły, nie mówiąc już o wyjazdach. Mam pieprzone wyrzuty sumienia, że czegoś nie daję swojej córce, że się zwyczajnie ze mną nudzi w domu. A mamusie wiedzą co to znaczy niewybawione, wynudzone dziecko i jakim skutkiem to grozi.

Siedzę w tym wielkim bałaganie, marząc o nowej kuchni i pomocy w posprzątaniu w domu, marząc o odzyskaniu wolności swojego ciała. Żyję myślą, że kiedy odzyskam sprawność fizyczną, dwójka dzieci nie będzie dla mnie wielkim wyzwaniem, którym jest w tym momencie opieka nad jednym.

Instagram kłamie

Wbrew temu co widać po statystykach na Instagramie, kilka osób się ode mnie odwróciło. Może i dobrze, że teraz, bo macierzyństwo mnie niezwykle wzmocniło, choć przyznam, że to wciąż boli. Zwłaszcza kiedy nie mając złych intencji i ani krzty złośliwości, zostałam o to oskarżona. Moje ostatnie wielkie sukcesy (Bianka i Milan) i te mniejsze (malarstwo) zweryfikowały kto mi sprzyja, a kto nie. A ja jestem szczęśliwa, bo zdobyłam się na odwagę iść po więcej. I nie mam zamiaru zwolnić.

Remont

O remoncie opowie Wam Marcin w kolejnych tekstach, bo to znów hardkorowa historia, z której, mam nadzieję niedługo będziemy się śmiać, choć tymczasem do śmiechu nam bardzo daleko. No i niestety  cały czas się ciągnie, jak smród po gaciach – jak zwykł mówić Marcin.

 

Jest godzina 20.40, Marcin czeka na mnie z serialem. Jeszcze mam w głowie parę rzeczy, których nie zrobiłam. Teczki z dokumentami do szpitala nie spakowałam. Ale to już jutro, dziś mam inne zadanie, idę poprzytulać się do męża.