Nie będzie to tekst z cyklu “5 rzeczy, które kocham w moim partnerze” lub “5 sposobów na udany związek”. Dobrze już wiecie, że z daleka rażą nas dobre rady, a na słowo “powinieneś” mamy uczulenie, dlatego pozostaniemy wierni opowiadaniu Wam historii o nas. Czyli zwyczajnych opowieści zwyczajnych ludzi.

Miałam totalny kryzys w miłości. Nie wiem czy on też, ale nadmiar pracy, obowiązki, opieka nad Bianką, hormony, niezadowolenie ze swojej fizyczności zrobiło spore zamieszanie w mojej głowie. Trochę mnie nie widział, trochę nie chciał spędzać czasu z marudą, uciekaliśmy od siebie, a tu, w wielkim domu mamy do tego idealne warunki.

Robię sobie od pewnego czasu rachunek sumienia. Czy to ja nie przyczyniłam się do tego? Jestem typem księżniczki, potrzebuje wiecznej adoracji i głaskania, ale przy tym jestem niezwykle tolerancyjna i wszystko potrafię wytłumaczyć. Taka zaleta, ale i przekleństwo. Niestety, kobieta w ciąży wariuje, niektórzy twierdzą, że też nieco “głupieje”, dlatego postanowiłam przyjrzeć się sobie, czy to nie ja za dużo wymagam.

Tak, wydaje mi się, że za dużo wymagałam. Wiecznie ja, przecież to ja noszę w sobie dziecko. Ja mam prawo do płaczu, do pretensji, do fochów, mi wolno więcej. Gówno prawda. Uprościłam jego rolę w tej ciąży, w pomocy w opiece nad Bianką, w codziennych wyjazdach do pracy, w pomocy w sprzątaniu i remoncie. I wiecie co, mężczyzna ma prawo do złego nastroju, do spadku sił, do zwątpienia, do lęku, do wrażliwości.

Czyż nie w tym się zakochałam? Tak, zakochałam się we wrażliwym mężczyźnie, który nie miał nic do udowodnienia. Kiedyś ktoś się mnie zapytał: co Ci się najpierw spodobało w Marcinie? To było trudne pytanie, bo to cały zbiór cech zadecydował o narodzeniu się uczuć, ale z tego co pamiętam odpowiedziałam, że jego specyficzna wrażliwość i kobiecy pierwiastek. Pytający dość mocno zdziwił się, że nie odpowiedziałam, że tyłek. Tak, tyłek ma świetny i ponoć tym najbardziej zwraca uwagę kobiet, ale ta historia zawsze przypomina mi o tym, co ten mój skarb ma w sobie najcenniejszego. I o czym zdarza mi się zapomnieć.

Wyglądem mnie zawstydził. Zdaję sobie sprawę, że mam nieprzeciętnie przystojnego męża z nieprzeciętnie idealną sylwetką. Wbrew temu co można o mnie pomyśleć (pulchna wariatka z tatuażami i kolorowymi ciuchami), zawsze oglądałam się za panami w marynarkach, wolałam korpo klimaty niż wydziaranych drwali. Wiem, dziwaczka ze mnie, ale kręci mnie ten kontrast, elegancki mężczyzna i artystka. Chyba tym również przyciągnął mnie do siebie. Nie musi być inny na siłę, nikomu niczego nie udowadnia swoim wyglądem, jest sobą.

To jest pierwszy mężczyzna w moim życiu, który niczego ode mnie nie wymaga, nie chce zmieniać mnie na siłę. Nie ma “powinnaś”, “zrób”, nie chce mnie przerobić. Jesteśmy w takim wieku, że wzięliśmy siebie z całym dobrem i złem, które mamy w sobie, nie używamy słów “wychowanie”, prędzej akceptacja i tolerancja. To jest dojrzałość, i to gra. Dość szybko zdaliśmy sobie sprawę, że w związku jednak ważniejsza jest przyjaźń, swoboda, poczucie humoru i trochę luzu niż przysłowiowe motyle w brzuchu.

Dał mi czas, żebym rozkwitła, jakby wiedział, że to prędzej czy później to nastąpi. Może czuł, że nie należy mnie naciskać. Dał mi bardzo dużo przestrzeni, czasu, nie kontrolował, nie był zazdrosny. Zaakceptował, kochał, wspierał. Zrobił czary-mary taki sposób, że dziś czuję się poukładana, na właściwym torze, we właściwym miejscu. Czegokolwiek bym nie robiła, za cokolwiek bym się nie wzięła, dobrze, że jest przy mnie, bo dodaje mi siły i wsparcia. Ciągnie mnie w górę.

Czy ja już pisałam, że jest najlepszym ojcem dla moich dzieci? Ja wiem, że się boi. Tak jak ja. I ma do tego pełne prawo. Ale z Bianką radzi sobie bezbłędnie, a ja czuje bezpieczeństwo i spokój kiedy są razem. Nie wiedziałam, że to jest w związku tak cholernie ważne, przypuszczałam, ale to były tylko wyobrażenia. Dziś jest dla mnie wielki dowód na miłość nie tylko do dziecka, ale i do mnie.

Kochanie, przepraszam Cię za każdą chwilę zwątpienia. Z taką drużyną, jaką sobie stworzyliśmy, pokonamy wszystkie przeciwności i chwile słabości. To jest 1:100 tego za co Cię kocham. Dziś Ci dziękuję za wsparcie, za zrozumienie, Twoją siłę i za to, że przetrwałeś ten ciężki czas ze mną 😀

Co w Tobie kocham - Przystanek Miłosna