Jesień

Ocieplenie schodzi. Syci, jak to bywa z młodymi i jurnymi [jednostkami], byliśmy tylko chwilę. Gdy wprowadziliśmy się już do nowego, naszego domu, oczekiwaliśmy, że nasi wspaniali fachowcy – wybawcy wejdą oblepić ociepleniem nasz zmizerniały domek przed zimowym sezonem. A właściwie spodziewaliśmy się, że zrobią to natychmiast, tu i teraz. Jednak jak na złość,(a może wcale nie?), gdzieś ich  poniosło. Nieznana nam herszt baba – jak tłumaczyli, tak ich przygniotła pracą, że nie było opcji. Wyrobić się nie dało. W takim układzie na spokojnie i na później pozostawiliśmy sobie dogadanie umowy i jej podpisanie.

Początek historii opisany jest tutaj -> Nie _ poradnik budowlany cz. 1

Nadszedł czas, w którym Włóczykij czterdzieści dwa razy oznajmiał Muminkowi swoje odejście tłumacząc je
nadciągającą zimą. Za każdym razem biały futrzak dziwił się niepomiernie, jakby chcąc dotrzymać kroku zdziwieniu rocznej Bianki.

W końcu nieuchronność zmian pór roku przebiła się w ich świadomości, jak jej górna dwójka. Nagle i bez zbędnych zapowiedzi. Muminek zdecydował się umyć zęby i przyjąć od mamy parę gryzących majciochów, gryzących zadek, jak owce trawę.

– Przepraszam, to nie ta bajka – powiedział tata Biance – chodziło rzecz jasna o skarpety, które położyła Mama Muminka pod choinką w ofierze złej zimie.

Nadciągnął czas smutku, chłodka, słoja miodu i zimki…

Zima

Zimowa pora roku przybrała wyjątkowo ponurą postać. Nawet nie wybitnie chłodną czy skrytą, ale z tak długim i grubym wężem w kieszeni, że przypominał on szlauch gaśniczy sąsiadującej z nami Ochotniczej Straży Pożarnej.

Pod takim skąpym zarządem, gdy człowiek przeżywa swoją pierwszą zimą we własnym domu i to domu, co by nie mówić ,rozmiaru koszar wojskowych, fantazja potrafi ponieś jak młode konie pijanego woźnice.

Spodziewaliśmy się gigantycznych opłat, bo ogrzewanie pustej kubatury, szczególnie na wysokości czterometrowego sklepienia, przyprawia o zawrót głowy. Skrycie zazdrościłem księżom, którzy ogrzewając zamaszyste i wielkie jak hangary kościoły, co niedzielę mogą poprosić o zrzutkę na gaz wierne, a na pewno bogobojne, baranki.

Jednak wiecie, wcale nie było tak źle. Opłaty nas nie zabiły, a mróz okazał się atrakcyjnym trenerem. Po chłodnym sezonie czuliśmy się zdrowsi i bardziej wytrzymali. No, może nie jak mój dziadek gotowy ruszyć na bosaka w zimę do kościoła, z butami w rękach (co by ich nie zmoczyć), ale na pewno na tyle wytrzymali, aby zmoczyć kostki na pięć sekund w czerwcowym Bałtyku.

Wiosna

Kiedy nadeszły święta Wielkanocne, czułem pozostałości mrozu i nadciągające wielkimi krokami Świebodzińskiego Jezusa, ocieplenie. Widziałem je w szarych barwach, twarde i frezowane. Napakowane, upchane i umięśnione w wątłe i łatworozrywalne plastikowe wory. Styropian grafitowy. Na chłodnych, skostniałych jak nasze kości, ścianach.

Wykonałem telefon do Grzesia, aby dopiąć na ostatni guzik przybycie darczyńców, ale nie. Ten, lepszy niż wąsaty pogodynek w tefałenie, wieści, że zima jeszcze będzie. Mówi, że oni wejdą w połowie miesiąca. W połowie kwietnia. Wychodzę z domu, chłodzę zapał na dworze i łapię oddech. Czekamy nadal. Dzwonię w połowie miesiąca. Gość mi opowiada, że;

– słabych ma podwykonawców,

– wisi nad nim toporek z karą za nieterminowe prace,

– a moja umowa nie opowie na żadne kary umowne, więc mam czekać,

– i zamknąć paszczę [czego nie powiedział na głos].

Wbijam się więc w kiecę złego policjanta i ze straponem w ręku grożę, że jak nie przyjedzie, to kodeks cywilny wyciągnę z szuflady, co pod Biblią leży i znajdę mu paragrafy na jego ociąganie. Pan mięknie, ja mężnieję, dalsze kroki ustalone, z ulgą dziękujemy sobie za rozmowę i rozchodzimy się do swoich obowiązków.

Rzeczywiście, po naszej rozmowie za oknem nadal na minusie. Dzień za dniem mija, a Phil, futrzak z dnia świstaka wystawia nam gołą dupę w słońcu tworząc cień przypominający Diplodoka. Dyndający pomiędzy jego nogami palec wskazuje pierwszy kwiat Przebiśniegu. Widok daje nam otuchę.

W majówkę wiem już, że po niej szeryfowie chłodnych ścian wejdą i zabiorą się do pracy. Istotnie, tak się dzieje. Ruszają pełną parą, ładują nas swoim zapałem, a postęp prac widać szybciej niż ładowanie się www.onetu.pl na Internet Explorerze. Do czasu …

Lato

Wtedy nadeszło lat, o czym opowiemy w następnym i ostatnim, trzepoczącym nerwy odcinku…