Montessori

W powszechnym obiegu coraz więcej słyszy się o metodzie Montessori. Informacje na jej temat można z powodzeniem znaleźć na każdym kroku, o ile dobrze nadstawi się ucha 😉 Samo nazwisko Marii Montessori znam, z pomysłów zaczerpniętych na forach internetowych korzystamy przy Biance, ale o pedagogice wczesnodziecięcej Montessori nie słyszałam za wiele. Do czasu kiedy nie trafiłam na profil Magdaleny na Instagramie.

Pracownia Mobili Mobilove

Magda i Pracownia Mobili

Magda prowadzi pracownię MobiLove, tworzy sensoryczne mobile do powieszenia nad dzieckiem. Są niezwykle ładne i estetyczne, ale co ważniejsze, wspierają dziecko w koordynacji wzrokowej, rozwijają zmysł wzroku, wspomagają koncentrację, umożliwia rozwój percepcji głębi i ostrości.

Czary-Mary dla dziecka

Moją pierwszą reakcją po wypakowaniu mobila było – “o! jakie to ładne”. Następną reakcją, zaraz po zawieszeniu mobila nad Milanem – “Co za magia! Idę zrobić kawę”. Tak dziewczyny, to działa i nikt mi nie płaci za te słowa 🙂 Oprócz tych wszystkich dobrodziejstw dla rozwoju naszych dzieci, mobile mają jeszcze jedną wspaniałą cechę, zatrzymują w skupieniu dziecko na dłuższą chwilę, aby mama mogła wreszcie napić się gorącej kawy.

Blog

Magdalena oprócz tworzenia mobili, pisze bloga pomagając mamom wprowadzić metody Marii Montessori do naszych domów. Chcielibyśmy przybliżyć Wam jej twórczość i nią samą, dlatego zadaliśmy jej kilka pytań.

……………………………………………………………………

Dlaczego Montessori? Co Cię przekonało do tej metody?

Przekonały mnie w pierwszej kolejności pomoce, czyli „zabawki”, które zgodnie z pedagogiką Montessori mają konkretny cel, dostosowany do wieku dziecka. Gdy zobaczyłam mobile Montessori na jakimś blogu, zrozumiałam, że za nimi soi bardzo ciekawa, intuicyjna i mądra idea. W ten sposób trafiłam na pedagogikę Montessori i zaczęłam czytać, o co w niej właściwie chodzi. Szacunek do dziecka oraz do jego wrodzonych możliwości, a także kierowanie dziecka w stronę samodzielności to kluczowe wartości, które w tej pedagogice odnalazłam i które bardzo cenię.

Opowiedz czytelnikom, jak Ty rozumiesz metodę Montessori?

Metoda Montessori zachęca nas do zapomnienia o świecie dorosłych, o świecie, w którym my się poruszamy i do zejścia do świata dziecka, nawet jeśli oznacza to zejście na podłogę. Często rodzice patrzą na dziecko jako na małą istotkę, która nic nie potrafi, którą należy wszystkiego nauczyć. Pedagogika Montessori zakłada, że każde dziecko ma wbudowany plan rozwoju i o ile my – dorośli na to pozwolimy i damy dzieciom odpowiednie warunki, będą one rozwijać się harmonijnie, zgodnie z tym planem. Wcle nie musimy ich tego uczyć. One same chcą odkrywać swoje możliwości. „Pomóż zrobić mi to samemu” – to jedno z ważniejszych wartości tej pedagogiki.

W jaki sposób korzystasz z tej metody w swoim domu?

Od początku mojej rodzicielskiej kariery starałam się patrzeć na świat oczami moich dzieci. Miałam włączniki światła na wysokości ich rączek, zapraszałam moje córki do wspólnej pracy w kuchni czy ogrodzie. Ograniczałam ilość zabawek, wybierając dla nich takie, które najbardziej zbliżone były do przedmiotów codziennego użytku. Bo to właśnie naśladowanie dorosłych i wykonywanie codziennych czynności najbardziej je absorbuje. W każdym pomieszczeniu mam strefę dla dzieci: w kuchni mam nalewak do wody i kubki – dziewczynki same sobie nalewają pić, gdy są spragnione, w łazience na niskiej półce stoi miska z wodą oraz mydło. Ręcznik wisi nisko. Dziewczynki same mogą rano umyć zęby czy ręce po zabawie w ogródku. Pokój córek również dostosowałam do ich wzrostu i zainteresowań. Na ziemi położyłam materace – do spania i odpoczywania, umieściłam nisko książki, by mogły po nie sięgać, Ograniczyłam ilość zabawek, żeby nie było wiecznego bałaganu, żeby same mogły sobie wybierać aktywności. To działa! Często jest tak, że dzieci są wręcz przytłoczone ilością zabawek, które ich nie interesują. Gdy wszystkiego jest dużo, to sami nie wiemy, czym się zająć. Dlatego u nas jest niewiele zabawek, ale sporo materiałów plastycznych i książek. Jest też odtwarzacz muzyki, kwiaty, o które dziewczynki dbają (albo zapominają, ale to też jest element nauki).

Czy Twoja rodzina, znajomi, przyjaciele również korzystają z Twojej wiedzy? Wspomagasz ich nią i swoją mobilami?

Zdecydowanie. Wcześniej nie miałam wiele koleżanek z dziećmi i byłam trochę „osamotniona” w moich rodzicielskich poczynaniach. Teraz jednak obrodziło bobasami i cieszę się, gdy mogę coś podpowiedzieć, zasugerować. Najlepiej działa praktyka, więc pokazuję, jak zamotać malucha, żeby nie płakał (a takie sztuczki), jak stworzyć dobrą przestrzeń do rozwoju, co kategorycznie nie przyda nam się podczas kompletowania wyprawki. Najprzyjemniejsze są jednak chwile, gdy pokazuję maluchom mobile. Zachwyt rysuje się na twarzach, i mam i dzieci. To chyba najlepsza część mojej pracy. I moje koleżanki widzą na własne oczy, jak działa magia mobili. Piszą mi potem, że w końcu mogły wypić ciepłą kawę, albo nawet robić sobie paznokcie :). Jeśli chodzi o moją rodzinę, udało mi się przekonać dziadków do tego, że nadmierne wyręczanie dzieci nie jest niczym dobrym i że chcemy wychowywać je do samodzielności. Tak, żebyśmy sobie mogli potem jeszcze odbić lata parentingu i nie przejmować się, że dzieci nie poradzą sobie same w domu, gdy my będziemy podbijać świat :). Ale tak na poważnie to nie jest łatwa ścieżka, gdyż babcie tak właśnie pojmują miłość, jako wyręczanie, pomaganie, ułatwianie. A samodzielność jest drogą do szczęścia, bo jeśli nie potrafisz na luzie ogarniać samego siebie, dbać o siebie, decydować o sobie, to jest Ci w życiu trudniej i wszystko traktujesz jak przykry obowiązek. Chcemy dla naszych dzieci lepszej perspektywy. Stąd nasze tłumaczenia dziadkom, że nadmierne pomaganie czy wyręczanie tak naprawdę przeszkadza w drodze do wolności i szczęścia.

Jak łączysz życie zawodowe z prywatnym?

W dzień pracuję, popołudnia spędzam z dziećmi i mężem, wieczory też, bo moje dzieci chodzą spać karygodnie późno 🙂 Gdy dzieci śpią zazwyczaj coś jeszcze dziergam do pracy, choć nierzadko po prostu padam na twarz. Łączę się w bólu z wszystkimi matkami, które cierpią na niedoczas! W weekendy spędzamy dużo czasu razem. Dobrze nam. Odkąd założyłam MobiLove, moja głowa wciąż pracuje na wysokich obrotach. Myślenie o pracy jest włączone bardzo często, ale to dlatego, że ta praca mnie po prostu pasjonuje. Opowiadam o pracy dzieciom i staram się je angażować. Często robimy coś razem, zapraszam córki do pracowni i daję im proste zadania do wykonania. Fajnie się tak razem pracuje.

Co Ci sprzyja, co Ci utrudnia godzenie tych dwóch „światów”?

Co sprzyja? Elastyczny czas pracy, a co utrudnia – chyba jednocześnie to samo, bo wymaga sporej samokontroli, żeby wstać i iść do pracowni, zamiast tulić się z dzieciakami i czytać im książeczki. Wyjścia do pracy to zawsze najcięższe momenty.

Kiedy zaczęłaś się zajmować tworzeniem mobili Montessori? Jak się to zaczęło?

Zaczęłam od zrobienia karuzeli kontrastowej dla mojej pierwszej córki Ewy. To było 6 lat temu. Dowiedziałam się, że niemowlęta widzą tylko kontrastowe kolory i nie ma sensu pokazywać im kolorowych plastikowych karuzelek. Zrobiłam pierwszy mobil z filcu – takie czarno-białe wzorki. Pokazałam małej Ewci i zobaczyłam wielkie zainteresowanie, prawdziwą uważność. Machała rączkami, wodziła wzrokiem za kształtami. Cieszyłam się, że mogę wpłynąć pozytywnie na jej rozwój. Przy kolejnej córeczce wiedziałam już znacznie więcej o rozwoju dzieci (siłą rzeczy przy drugim wie się więcej :)). Zaznajomiona z pedagogiką Montessori wykonywałam dla Wandzi mobile, każdy po kolei. Jej zachwyt nad mobilami był dla mnie punktem zwrotnym, bo wtedy właśnie postanowiłam tworzyć mobile dla innych maluchów. I tak zrodził się pomysł na MobiLove. Jestem totalnie zakochana w dzieciach obserwujących mobile, w tym jak na nie reagują, jak się cieszą. Dlatego tak bardzo wierzę w swoją misję, w to, że mobile Montessori to świetny sposób na wspierania rozwoju maluchów. A tego pragnie chyba każdy rodzic, prawda?

Jakie masz plany czy marzenia zawodowe?

Chcę, żeby mobile Montessori były tak popularne, jak inne elementy wyprawkowego „must have”, żeby stały się częścią każdej wyprawki, obok kocyków czy gryzaków. Chcę, by rosła świadomość tego, że rodzice mogą wpływać na rozwój swoich dzieci od pierwszych chwil i że ten wpływ jest bardzo ważny. Zamierzam tworzyć mobile dla niemowląt, ale nie tylko. Idea mobili podoba mi się sama w sobie. Mam w ogródku dzwonki wietrzne, wcześniej tworzyłam łapacze snów. Lubię otaczać się pięknem i takie piękno w postaci mobili zamierzam Wam serwować. Mam jeszcze kilka ciekawych pomysłów, ale póki co niech to pozostanie moją tajemnicą 🙂
……………………………………………………………………

Jeśli także chcecie je zadać, możecie śmiało korzystać z komentarzy pod wpisem. Odpowiemy 🙂

Sklep oraz blog znajdziesz na stronie  https://mobilove.eu/, Instagramie @pracowniamobili

Facebook https://www.facebook.com/pracowniamobili/

Pracownia Mobili Mobilove