Miałam o tym nie pisać, ale powtarzając sobie w głowie cytat “Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość”, zasiadam przed monitorem uśmiechając się do swoich myśli. Bo w zasadzie to dlaczego miałam nie pisać? Zatrzymać intymność dla siebie? Dobre emocje są piękne i powinny iść w świat!

Lęk

Mając doświadczenia z pierwszego porodu, drugiego bałam się po stokroć bardziej. I choć pierwszy był stosunkowo szybki, bo trwał 5 godzin, byłam zaskoczona, jak mocny jest ból porodowy. Miałam również problem z podaniem znieczulenia, obawiałam się powtórki. Było trochę mniej ekscytacji, choć i tak uważam, że natura jest na tyle sprytna każąc większości z nas nosić dziecko przez 9 miesięcy, bo pod koniec kobieta już tylko marzy o porodzie. I tak było w moim przypadku. Lęki ustąpiły. Byłam zmęczona i gotowa.

Urodziny

Szpital wybrany, torba spakowana. Budzę się w dniu swoich 33 urodzin. Matko, jak to zleciało. Marcin wyskakuje z piękną bluzeczką urodzinową, przytulamy się w trójkę w łóżku, po czym powoli robimy kawę i śniadanie. Wiedziałam, że to dziś. W sumie, kiedy pan doktor wyliczał datę mojego porodu na 9.07, wiedziałam, że urodzę 7.07. Skąd? Może dlatego, że nikt nie brał moich krótkich cykli pod uwagę, a może dlatego, że datę urodzin Bianki również przepowiedziałam. A tak naprawdę to bardzo chciałam urodzić syna w swoje urodziny.

Wycieczka

Tego dnia wpadliśmy na genialny pomysł- jedziemy do Węgrowa do sklepu ze starociami po zegar. Już od dawna nam się marzył. A co będzie jeśli zacznę rodzić? Zdążymy, to tylko 50 km- zapewniał mnie Marcin. Wymalowana, ubrana w nową bluzeczkę, pojechaliśmy. Bianka zasnęła tradycyjnie po drodze, co pozwoliło nam zatrzymać się na zdjęcia w szczerym polu. Co prawda wyglądam na nich jak balon, a opuchlizna na twarzy sięgnęła zenitu, będą cudowną pamiątką tego szalonego dnia.

Pierwsze skurcze

Zegar kupiony, wracamy. I tak jak się spodziewałam, bezpośrednio po wejściu do auta, zaczęły się lekkie skurcze. I choć początkowo były słabe i nieregularne, to wiedziałam, że to właśnie to. Złapał mnie straszny głód, musieliśmy zatrzymać się po drodze po bułki. Telefon do rodziców, żeby przyjechali po Bianeczkę. Po powrocie do domu skurcze były już regularne, ale o dziwo nie tak mocne jak za pierwszym razem. Zdążyliśmy powiesić zegar, spakować Biankę, chcieliśmy jeszcze obejrzeć serial, ale intuicja mi podpowiedziała: stara, nie przeginaj, idź się myć i do szpitala. Tak też zrobiłam.

 

Bianka zapakowana do auta dziadków, poganiam Marcina, bo czuje, że musimy jechać. Buziaczek dla córki i w drogę. Wreszcie dana nam była filmowa jazda samochodem przez miasto do szpitala. Była głośna muzyka, dużo śmiechu i dużo wydzierania się z bólu. Podjeżdżamy pod szpital, jestem szczęśliwa, bo ten widok gwarantuje mi poczucie bezpieczeństwa.

Plac Starynkiewicza

Wybraliśmy Uniwersyteckie Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka w warszawie i to nie tylko ze względu na najprzystojniejszego doktora Falęckiego (trzymałam mocno kciuki, żeby nagle pojawił się w drzwiach porodówki), ale ze względu na najlepszy personel i opiekę neonatologiczną. Po prenatalnych problemach Milana, nie mogliśmy sobie pozwolić na swobodę. Otuchy dodawał również fakt, że doktor prowadzący naszą ciąże należy do załogi szpitala. Nasz syn potrzebował zostać przebadany przez najlepszych.

 

Przyjęta, jedziemy na blok porodowy. Znów mam szczęście, fantastyczna i energiczna pani położna, przesympatyczna załoga. Oznajmiam, że mam urodziny i właśnie syna urodzę sobie w prezencie, także dostaję wymuszone życzenia i słowa wsparcia 🙂

Najpiękniejszy dzień w życiu

I oto właśnie ten dzień stał się jednym z najpiękniejszych (jeśli nie najpiękniejszym) w moim życiu. Bo pierwszy raz wiedziałam co się dzieje z moim ciałem, pierwszy raz wiedziałam co robi mój syn, wiedziałam jak mu pomóc przejść tą pierwszą, ciężką drogę, byłam świadoma podczas całego porodu. Podanie znieczulenia przebiegło prawidłowo, Marcin relacjonował wszystko na Instagramie (co za ciężkie zadanie miał), więc śmiechu przy tym było sporo. A ja zamiast cierpieć w męczarniach, przeżywam niemal metafizyczne doznania wydając na świat dziecko.

Poród

Nie pamiętam już zielonych wód płodowych i ciężkiego końca porodu ze względu na zaskakująco wysoką wagę urodzeniową. Pamiętam, że urodziłam w niecałe 3 godziny od wejścia do szpitala. Pamiętam jak bardzo chciałam go zobaczyć i jak cały fioletowy przyssał mi się do sutka bez problemu. Pamiętam, że ku mojemu zaskoczeniu nie musiałam się do niego przyzwyczajać, od początku jest wielką miłością.

Moje dziecko

Dziś Milan ma 5 miesięcy, a ja jestem szczęśliwą mamą dwójki dzieci. Zapisałam to, żeby na zawsze zapamiętać swoje wrażenia. Wydawało mi się, że drugi poród będzie mniej ważny, a paradoksalnie był piękniejszy i w wyjątkowy sposób przyjemny, jak na poród… Wiem, sama się sobie dziwię, jak to czytam 🙂