Początek historii

Naszą historię opowiadałem już wcześniej [tutaj], tuż po ogłoszeniu wyników rekrutacji do [MP2S] Miejskiego Przedszkola nr 2 w Sulejówku na rok 2019 / 2020. Wpływ na treść niniejszego wpisu miały fakty, które miały miejsce w następstwie tamtych wydarzeń. Zapraszamy do lektury. Z uwagi na rozległość tematu, sprawę starałem się opisać inaczej niż zwykle, to jest bez zbędnych epitetów i słownych upiększeń.

Uważam, że ważne jest, byś wiedziała / wiedział, jaki mam cel w tym, co robię. Nie zależy mi bowiem na marudzeniu na obecny stan rzeczy, na to, że owy stan zdaje się trwać i może nie koniecznie skończyć się w bliskiej perspektywie czasu. Zależy mi na tym, abyśmy się, my, rodzice wspólnie ze sobą dzielili informacjami, jak wyjść z tego „porządku”. Bo możemy, jednocząc się i wymieniając spostrzeżeniami, swoimi pomysłami, działaniami, wiedzą. Bez naszej aktywności obecny porządek rzeczy będzie trwał w najlepsze, bo tym, którzy mają na niego bezpośredni wpływ, po prostu jest łatwiej go zaakceptować niż angażować się w jego zmianę.

Zaczynamy – Wniosek o informację publiczną

Zgodnie z sugestią jednej z uczestniczek dyskusji pod moim postem na Facebooku [link tutaj], zawnioskowałem o dostęp do informacji publicznej dotyczącej ilości punktów, które otrzymały dzieci rekrutujące się do Miejskiego Przedszkola nr 2 w Sulejówku oraz o informacje, jakie inne kryteria nieopisane na stronie internetowej przedszkola zaważyły na tym, że dane dziecko się do niego dostało. Wniosek skierowałem do dyrektor przedszkola.

Na odpowiedź czekałem ustawowe dwa tygodnie, a w niej znalazłem informacje, że przedszkole zgodnie z regulacjami zaprezentowało dane, które są na owo przedszkole narzucone. Co do kryteriów, te ustala Urząd Miasta i do to niego należy o nie wystąpić.

W międzyczasie odebrałem kilka telefonów od rodziców, którzy zastanawiali się co zrobić z naszymi pociechami w takiej sytuacji. Co zrobić z dzieciakami, które miasto chce zesłać do szkół podstawowych. Chciałem im pomóc, ale najmocniej pochłaniał mnie brak odpowiedzi na pytanie – jak to się stało, że inne osoby,  których dzieci miały taką samą ilość punktów dostały się do przedszkola, a moja córka nie? Jak to się udało przeprowadzić „zgodnie z prawem”?

Wniosek kolejny

Zgodnie z informacjami – procedurą znalezioną na stronie Mamy mecenas skleciłem Wniosek o sporządzenie uzasadnienia odmowy przyjęcia do przedszkola. Uzasadnienie otrzymałem w dniu wczorajszym, ale o tym dalej w tekście.

Pod wspomnianym wyżej postem zaktywizowała się jedna radna, zbierała historie rodziców, zagadnienia do omówienia, ale zdaje się, że temat okazał się dla niej zbyt błahy, bo poza zgromadzeniem pokaźnej kolekcji żali, nic więcej się z tym nie wydarzyło – patrz, o niczym więcej nie napisała. Tak więc nie czekając na kolejną wiosnę, umówiłem się na spotkanie z burmistrzem.

Spotkanie z wiceburmistrzem

Przed spotkaniem podszedł do mnie wiceburmistrz i odbyłem z nim przyjemną rozmowę, której celem, zdaje się, było ukojenie moich nadszarpniętym nerwów. Opowiadał mi, że on rozumie, że się złoszczę, on sam ma dzieci i w tamtym konkretnym momencie poczułem do niego sympatię. Odniosłem wrażenie, że istotnie, jesteśmy w dosyć podobnym położeniu jako rodzice.  Widziałem jego oprawki okularów, tak jak moje, złamane w okolicach zawiasu. Po wygięciu ich przez córkę nadal nie zdążyłem się swoimi zająć.

Wiceburmistrz przekonywał mnie, że prawo w Polsce jest tak skonstruowane, że dzieciaki z najstarszych grup nie mogą zostać przeniesione do oddziałów przyszkolnych ze względu na zasadę kontynuacji, co oznacza, że jeśli dziecko zaczęło edukację w przedszkolu A, to nie może zostać zmuszone do przeniesienia gdziekolwiek indziej, nawet do przedszkola B. Dlatego też nasze dzieci będą musiały się borykać z dzieciakami z podstawówki.

Przyznał, że Komisja rekrutacyjna w Miejskim Przedszkolu nr 2 w Sulejówku w czasie rekrutacji wprowadziła kryteria dodatkowe. Nie opisane wcześniej na stronie internetowej przedszkola – nie wspominając o jej Biuletynie Informacji Publicznej. W głębi ducha mówię sobie – Cudownie, że się pan przyznaje, to przecież idealnie się składa, mam Was – cieszę się. Idealny argument dla Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Chwile później, jakby w reakcji na moje zadowolenie, [telepata, czo co?] wiceburmistrz studzi moje emocje opowieściami o wyrokach NSA, w których to tacy jak ja, buńczuczni ślący przedszkola i urzędy do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych, choć z pomyślnymi wyrokami sądu i tak zostają z niczym. Sąd może przyznać mi rację, nakazać przyjąć moje dziecko do przedszkola, a to pokazać mi środkowy palec z kwitkiem – „wybacz, brak miejsc, panie”.

Z resztą, co by nie mówić, powinienem czuć wdzięczność. Przecież kiedyś miasto w ogóle nie musiało nic gwarantować mieszkańcom i ich dzieciom, a teraz przecież się stara. Czas to zauważyć – myślę, na podstawie dalszych informacji zasłyszanych od mojego rozmówcy.

Spotkanie z burmistrzem

Potem wchodzimy do burmistrza już razem, czuję, że ta rozmowa i tak nie ma sensu, ale słucham dalej. Dowiaduje się, że komisja rekrutacyjna do Miejskiego Przedszkola nr 2 w Sulejówku zostanie rozwiązana 31 sierpnia i zaraz potem mogę pójść do Pani dyrektor przedszkola i ona pewnie mnie przyjmie, bo przecież będę na liście rezerwowej. Wiecie, nie ma niczego takiego zapisanego i umocowanego prawnie w zasadach rekrutacji jak lista rezerwowa, ale jak się okazuje, takowa lista jest, a na niej są ci awanturujący i namolni jak ja. Ci co piszą, nagabują, chodzą, smucą i skarżą się innym. Tacy, wg kolejności i stopnia uciążliwości wpisywani są na wspomnianą listę, więc ja uplasowałem się na trzeciej pozycji.

Panowie proponują, że mnie wpiszą na listę rezerwową i może pierwszego września się uda, dostanę się tam gdzie chciałem, do przedszkola oddalonego o 300 metru od domu. Formalnie odroczenie tematu kończy spotkanie. Odchodzę z niczym, z płonną nadzieją na lepsze, wrześniowe jutro.

Uzasadnienie nieprzyjęcia kandydata do przedszkola

W sześciostronicowej lekturze autor szczegółowo opisał metodę wyboru dzieci i chwała mu za to. Czytam w nim, że „komisja nie mogła uniknąć decyzji doboru dodatkowego kryterium ponieważ przedszkole nie dysponuje wystarczającą ilością miejsc, aby przyjąć wszystkich kandydatów o tej samej licznie punktów”. Logiczne, choć tylko częściowo. Jasne, że potrzebne są kryteria pomocnicze, ale kryteria te powinny być jawne! Tym bardziej, że rokrocznie brakuje miejsc. Co w tym przypadku zaskoczyło komisję? Czy komisja jest jak drogowcy zimą? Wyż demograficzny, o którym trąbią wszyscy wszem i wobec od lat, to za mało?

Kwestia czasu

We wniosku każdy z rodziców określał czas – nie mniejszy niż 5 godzin – co dawało jego dziecku dodatkowe punkty. Komisja uznała, że deklarowany czas spędzania czasu w przedszkolu równy dziesięciu godzin pozwoli kandydatowi przyznać kolejne, dodatkowe punkty.

Warto nadmienić, że rodzic określał wspomniany czas we wniosku niejako na start. Po dwóch miesiącach może ów czas zmienić, a później zmieniać go kilkukrotnie. Mało tego, może pozostawić go w takiej postaci jak we wniosku i całkowicie go ignorować. Jednak to właśnie to kryterium zaważyło o przyjęciu części dzieci, a pozostałych nie. Nie to, że dane dziecko z grupy mieszka w odległości 300 metrów od jednego przedszkola a od drugiego przedszkola prawie 3000. Nie to, że zamieszkanie zmienia się niezwykle rzadko i najczęściej oznacza w ogóle zmianę przedszkola. To nie miało dla naszych włodarzy znaczenia. Ciekawe dlaczego?

Kwestia odległości

A może Komisja uznała za zbyt czasochłonne, aby poddać analizie czterdzieści kilka zgłoszeń w Google Maps? Określić punkt Szosowa 7, Sulejówek, a potem wpisywać adresy kandydatów i wyliczać w metrach odległości wypluwane przez wujka Googla. Na drugim komputerze profilaktycznie sprawdzać również to samo względem przedszkola nr 1, bo przecież może komuś bliżej do przedszkola po drugiej stronie torów? Zbyt czasochłonne dla czterdziestu kilku kandydatów? Na dwóch komputeróach można to zrobić w godzinę z długą przerwą na kawę i papierosa.

Wszystko można, ale przecież najłatwiej wprowadzić ciche kryterium, być może rokrocznie, przekazywane „zaufanym”, przychylnym rodzicom. Naturalnie wśród nich znaleźli się tacy, których rodzice po prostu nie mogą na krócej zostawić dzieci. To możliwe.

Na szczęście wszystko jest legalne, oświeceni tym „cichym” kryterium, niosący tą dobrą nowinę innym potrzebującym przecież nie ponoszą odpowiedzialności karnej. Można powiedzieć, podpowiedzieć i wszystko gra. Żyć nie umierać, a przede wszystkim nic nie zmieniać. Jest dobrze.

Wnioski

Tak więc jeśli to czytasz, a zamierzasz w przyszłym roku wnioskować o przyjęcie trzylatka do przedszkola nr 2 w Sulejówku, już wiesz co wpisać w formularzu. Wiedź również, że dwa wnioski o zatrudnieniu rodziców również mogą się przydać. Wiedź, że awanturowanie może zapewnić ci miejsce na liście rezerwowej, ale nie łudź się, że to coś zmieni, bo oficjalna lista rezerwowa nie istnieje. Nie jest opisana w żaden sposób na stronie rekrutacji przedszkola, ale bywa stosowana jako marchewka na niepokornych rodziców.

Najważniejsze jednak, abyś drogi czytelniku pamiętał, że wymiana informacji z innymi zainteresowanymi, o tym jak działa przedszkole, może ci pomóc. Ograniczając rokrocznie pole manewru na opisane wyżej praktyki, zbliżamy się do chwili, kiedy tak jak w innych, ościennych miejscowościach, przedszkola będą działać w oparciu o elektroniczne systemy rekrutacji. Tego sobie życzmy.

Czy wspomniane wyżej, dodatkowe kryterium zostało uruchamiane także w poprzednich latach, wiecie coś na ten temat? Podzielcie się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami.

 

P.S.

Po świętach planuję zwrócić się do Urzędu Miasta Sulejówek o informacje o kryteriach wyboru kandydatów MP nr 2 w Sulejówku w latach 17/18 18 / 19. W międzyczasie napiszę odwołanie do przedszkola.

 

Stay tuned.